Nissan pokazał nowego Juke’a. Zmiana na plus, ale inaczej być nie mogło

Lubicie Nissana Juke’a? Jedni pierwszą generację tego modelu stawiają go na równi z Chryslerem PT Cruiserem i Fiatem Multiplą, a inni są zakochani w jego designie. Japończycy pokazali właśnie drugą generację będącego już od 9 lat na rynku crossovera.

Przyznaję, należę do tej pierwszej grupy. Nie kupiłbym pierwszej generacji tego modelu za żadną dopłatą, a w przypadku gdyby jednak spodobał się żonie – skutecznie odciągnąłbym ją od tego pomysłu. W 2010 roku Nissan osiągnął jednak swój cel – zwrócił na siebie uwagę wszystkich.

Stylistycznie przy drugiej generacji modelu nie doszło do rewolucji, ale zmiany są zauważalne gołym okiem i robiące dobre wrażenie. Do rewolucji zresztą dojść nie mogło, bo samochód sprzedaje się zupełnie przyzwoicie. Nissan chciał więc pogodzić hejterów i fanatyków. I chyba mu się to udało. Cel jest jeden – wrócić na szczyt segmentu miejskich crossoverów.

Jakie zmiany?

Juke drugiej generacji wygląda bardziej atletycznie niż jego poprzednik. Nie może to jednak dziwić, bo samochód pomimo spadku wagi urósł zarówno wzdłuż, jak i wszerz.

Wprowadza też do segmentu crossoverów trend znany już z SUV-ów – agresywny, sportowy styl. Wykorzystuje przy tym sprawdzone rozwiązania – forma coupe, wąskie reflektory LED czy dwukolorowe nadwozie. Chyba wszyscy to znamy, prawda?

Uwagę zwracają także 19-calowe koła oraz stylistyka dachu.

Nissan zachował oferowane w standardzie reflektory o okrągłym kształcie, które są jedną z rzeczy, która najbardziej nie podoba mi się w pierwszej generacji. Teraz diody są ułożone w kształt litery „Y”, co nieco poprawia tę sytuację. Nie zabrakło też charakterystycznego dla japońskiej marki grilla z motywem litery V.

Zmiany zaszły także we wnętrzu – względem poprzednika nowy Juke ma przestronniejszą kabinę i większy bagażnik, który powiększono do 422 litrów.

Na zdjęciach środek wygląda bardziej przytulnie niż w pierwszej generacji, ale to żaden wyczyn – 9 lat w motoryzacji to przepaść. Zmiany można ocenić na plus, choć z pewnością nie jest to żadne wyznaczanie nowych trendów, o czym świadczy środkowy, przeciętnie wyglądający 8-calowy ekran i sporo przycisków w dobie wrzucania do deski rozdzielczej kolejnych tabletów. Okrągłe nawiewy osobiście mi się nie podobają, ale to oczywiście kwestia gustu.

Japończycy zadbali także o młodszych, bardziej mobilnych klientów. Służyć ma im np. system NissanConnect, dzięki któremu będą mogli monitorować pojazd ze swojego smartfona. Z poziomu komórki można sprawdzić, czy pojazd jest zablokowany i ew. go odblokować albo zablokować czy sprawdzić ciśnienie powietrza w oponach albo poziom oleju.

Jeśli natomiast jesteście fanami muzyki, to będziecie mogli dokupić system audio Bose z dwoma dodatkowymi głośnikami w oparciach siedzeń.

Jakie silniki, a raczej silnik?

Na starcie sprzedaży Juke jest dostępny z 1-litrowym trzycylindrowym turbodoładowanym silnikiem benzynowym DIG‑T o mocy 117 KM i momencie obrotowym na poziomie 180 Nm. Jednostka napędowa współpracuje z 6‑biegową przekładnią manualną albo 7‑biegową dwusprzęgłową skrzynią automatyczną (DCT). Można by tutaj nieco ponarzekać, ale wszyscy doskonale wiemy do jakich klientów jest skierowany ten samochód i tym samym rozumiemy inżynierów Nissana. 

Sprint do setki zajmuje mu 10,4 sekundy przy manualnej skrzyni biegów albo 11,1 sekundy przy automacie. Prędkość maksymalna to 180 km/h.

Nowy Juke będzie produkowany w fabryce w Sunderlandzie, a pierwsze dostawy do klientów w Europie są spodziewane pod koniec listopada. Nie znamy jeszcze polskich cen, ale biorąc pod uwagę dostępne zagraniczne cenniki, w Polsce jego cena rozpoczynać się będzie od ok. 86 tysięcy złotych.