Czy nowe samochody na pewno są bezpieczne?

Całe zastępy elektronicznych systemów bezpieczeństwa, więcej poduszek powietrznych czy dodatkowo wzmacniane nadwozia – nowoczesne samochody wydają się znacznie bezpieczniejsze niż starsze konstrukcje. Ale czy na pewno?

Wymogi dotyczące bezpieczeństwa są nieubłagane i coraz bardziej rygorystyczne. Nie dziwi więc fakt, że producenci wręcz prześcigają się w konstruowaniu coraz bardziej zaawansowanych pod kątem bezpieczeństwa konstrukcji. Co rusz słyszymy o nowych systemach bezpieczeństwa oraz wspierających lub nawet wyręczających kierowcę w niektórych sytuacjach. Wszystkim tym działaniom przyświeca jeden cel – jak najmniej wypadków, a w szczególności ich ofiar. Volvo już parę lat temu zapowiedziało, że nikt nie zginie w sygnowanym jego logo samochodzie.

Mniej wypadków, więcej ofiar

Każdy medal ma jednak dwie strony. O ile liczba wypadków w Polsce faktycznie spada w ciągu ostatnich lat, to wzrasta liczba ich ofiar. Od stycznia do końca lipca 2019 r. na polskich drogach doszło do ponad 15 000 wypadków, w których zginęło niemal 1,5 tys. osób. Mamy przecież coraz więcej nowoczesnych tras szybkiego ruchu, bezpieczniejsze samochody i teoretycznie świadomość czyhającego na nas niebezpieczeństwa na drogach. Mimo to statystyki nie napawają optymizmem. Z czego to wynika?

Powodów jest kilka i są one banalnie proste. Po pierwsze większa ilość autostrad i dróg ekspresowych w połączeniu z częstym pośpiechem skłania do jazdy z wyższymi prędkościami, a co za tym idzie wzrasta ryzyko wypadku i błędów podczas jazdy. Długa jazda autostradą jest monotonna, przez co łatwiej zasnąć za kółkiem, jednak główne przyczyny wypadków na autostradach są inne i od lat niezmienne. Należą do nich: niedostosowanie prędkości, brak zachowanej odległości między pojazdami i nieprawidłowa zmiana pasa ruchu. W teorii kierowcy znają zasady bezpieczeństwa, ale praktyka – jak pokazują policyjne dane – wygląda dużo gorzej.

Jeszcze inną kwestią jest rozmiar typowego wypadku na poszczególnych typach dróg. Gdy dojdzie do wypadku na zwykłej drodze krajowej, zwykle uczestniczą w nim dwa, maksymalnie trzy auta. W przypadku autostrad, gdzie prędkości są spore i ruch jest duży, dużo łatwiej o śmiertelny wypadek. Gdy dodamy do tego jeszcze bardzo duże zagęszczenie ciężarówek, mamy istny karambol.

Cały zastęp elektronicznych stróżów

A co z samymi samochodami? Przecież rzekomo są one znacznie bezpieczniejsze niż ich przodkowie z końca ubiegłego stulecia. Mamy przecież masę systemów bezpieczeństwa, np. system ostrzegający o obiektach w martwym polu, potrafiący samoczynnie przyspieszać i zwalniać adaptacyjny tempomat, kamery i czujniki cofania, asystentów pasa ruchu, systemy rozpoznawania zmęczenia u kierowcy czy systemy unikania kolizji np. z pieszymi, potrafiące samoczynnie zatrzymać samochód z pewnej prędkości. Wydajniejsze są także hamulce, a prowadzenie pewniejsze i bardziej przewidywalne. Nowoczesne samochody są także łatwiejsze w użytkowaniu i mniej angażują kierowcę, wybaczając mu wiele błędów. Dlaczego więc ginie w nich tyle osób?

Także i w tym przypadku wytłumaczenie jest niezmiernie proste – z jednym warunkiem – trzeba tego doświadczyć na własnej skórze. Wie o tym każda osoba, która miała okazję użytkować samochód np. z lat 90. XX w., a następnie fabrycznie nowe auto. W starszych konstrukcjach, które rzekomo nie były tak bezpieczne, co współczesne, niemal wszystko zależało od kierowcy, przez co jazda wymagała większej koncentracji i ostrożności. Kiedy jechaliśmy np. 140 km/h, to czuliśmy, że jest to duża prędkość i zdawaliśmy sobie sprawę, że trzeba wtedy jeszcze bardziej uważać podczas jazdy. Ponadto nie było tyle pokładowej elektroniki, np. nawigacji czy innych systemów z zakresu komfortu, które odwracałyby naszą uwagę podczas jazdy.

Nowy samochód niczym izolatka

Jadąc nowymi samochodami, czujemy się, jakbyśmy znajdowali się w izolatce i tracimy poczucie prędkości, z jaką się poruszamy. Nawet nie wiemy, kiedy na liczniku (często wirtualnym) pojawi się 140 km/h lub więcej – nam cały czas wydaje się, że jedziemy stosunkowo powoli. Gdy dodamy do tego wymagające oderwania wzroku od drogi dotykowe ekrany multimediów, które nie dość, że męczą wzrok podczas jazdy nocą, to jeszcze tyle funkcji, że obsługiwanie ich podczas jazdy stwarza niebezpieczeństwo na drodze – często kierowany przez nas samochód wręcz „tańczy” na drodze. Odrywamy ręce od kierownicy, opóźnia się nasza reakcja na nagłe sytuacje pojawiające się na drodze, a elektroniczni „stróże” dodatkowo usypiają naszą czujność.

Jak widać, nowoczesne samochody są aż „za bardzo” bezpieczne i zbyt często zdajemy się na elektronicznych stróżów, którzy mają tylko nam pomagać, a nie wyręczać. Jadąc współczesnym samochodem, nie dajmy się zwieść jego „izolacji” od otoczenia – to, że są stabilniejsze i się pewniej prowadzą, nie oznacza wcale, że mamy rozwijać nimi duże prędkości – wtedy na nic się zda elektronika czy większa liczba poduszek powietrznych. Praw fizyki się nie da oszukać, choć niektórzy producenci usilnie starają się to zrobić. Dlatego zachowajmy ostrożność i koncentrację niezależnie od tego, czy jedziemy ponad 20-letnim autem czy fabrycznie nowym samochodem.

Powiązane artykuły