Nadchodzi dekada niepewności w motoryzacji?

Era elektromobilności, autonomiczna jazda, elektryczne samochody i wiele, wiele innych. Drastyczne normy spalin, niepewna przyszłość SUV-ów. Oto główne trendy nadchodzącej dekady.

Nowa dekada zbliża się wielkimi krokami. Najbliższa przyszłość w motoryzacji zapowiada się bardzo ciekawie, aczkolwiek nieprzewidywalnie. Motywem przewodnim będzie „ekologia”. Specjalnie ująłem ten termin w cudzysłów, bo często jest ona źle pojmowana przez organy ustawodawcze a także przez samych producentów samochodów.

Przyszłość pod znakiem ekologii

Nadchodzące normy emisji spalin będą bardzo rygorystyczne, a to oznacza, że będzie się liczył dosłownie każdy wyemitowany gram z rury wydechowej. Producenci będą więc musieli poszerzać swoje gamy o elektryczne i hybrydowe modele i jednocześnie ograniczać ofertę spalinowych pojazdów.

Jak w tym wszystkim odnajdą się SUV-y? Prawdopodobnie będą musiały one przejść metamorfozę. Choć obecnie są bardzo modne i sprzedają się jak świeże bułeczki, przyszłość klasycznych wysokich SUV-ów nie zapowiada się aż tak różowo. Wszystko przez ich… atrybuty terenowe w postaci wysokiego prześwitu i wyższego nadwozia. Otóż powodują one zwiększony opór powietrza, a co za tym idzie wyższe zużycie paliwa i podwyższoną emisję spalin.

SUV-y skazane na… wymarcie?

Czy to znaczy, że SUV-y w przyszłości nie będą miały racji bytu? Wręcz przeciwnie. Przetrwają – najpierw w hybrydowych odmianach – a docelowo tylko w elektrycznych (podobnie jak wszystkie inne samochody). Najprawdopodobniej zostaną one obniżone, a napęd 4×4 będzie realizowany przez silniki elektryczne. Z terenowych atrybutów mogą zostać tylko nakładki na progi i zderzaki oraz osłony podwozia. Niewykluczone, że zbliżą się one do uterenowionych hatchbacków, co już daje się zauważyć po takich modelach, jak Toyota C-HR, Ford Puma czy Kia XCeed. Dobrym przykładem jest także crossover Renault Espace.

Niewykluczone, że do łask powrócą sportowo stylizowane sedany i liftbacki. Napęd elektryczny zapewni producentom duże możliwości w kwestii konstruowania wersji nadwoziowych. Co więcej, napęd elektryczny może być jedyną szansą na utrzymanie przy życiu lub wręcz reaktywację słynnych modeli, jak np. Audi TT, Volkswagen Bulli czy Volkswagen Beetle.

Napęd hybrydowy i elektryczny

Niezależnie od tego, co czeka poszczególne modele i typy pojazdów, jedno jest pewne – era aut elektrycznych zbliża się wielkimi krokami niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Uspokajamy jednak zwolenników samochodów spalinowych – przez długi czas dostępne będą równolegle hybrydy, zwłaszcza plug-in.

Wiedzą o tym praktycznie wszystkie firmy motoryzacyjne i już teraz inwestują miliardy dolarów/euro w rozwój gam pojazdów elektrycznych i hybrydowych. Volkswagen już we wrześniu rozpocznie ofensywę wśród samochodów elektrycznych, prezentując hatchbacka ID.3. W najbliższych latach zadebiutują kolejne modele z rodziny ID. Podobne plany ma m.in. Mercedes, którego pierwszy elektryczny SUV z nowej rodziny EQ (EQC) zadebiutował w tym roku. Renault i koncern PSA inwestują z kolei w całe gamy hybrydowych i elektrycznych wersji swoich modeli, które będą póki co oferowane równolegle ze spalinowymi.

Z pewnością duży wpływ na rozwój rynku samochodów elektrycznych miała i nadal ma Tesla, która tak naprawdę zapoczątkowała modę na tego typu pojazdy. Od premiery Modelu S w 2012 r. minęło już 7 lat, a auto nadal świetnie się sprzedaje, imponuje osiągami i łamie stereotypy mówiące o niewielkim zasięgu pojazdów elektrycznych (potrafi przejechać ponad 400 km na jednym ładowaniu, a w niektórych wersjach nawet 500). Tesla udowodniła, że napęd elektryczny można połączyć z praktycznym i luksusowym wnętrzem, obszernym bagażnikiem i sportowymi osiągami (ważący ok. 2,5 t SUV – Model X – w najmocniejszej wersji osiąga 100 km/h w zaledwie 3,2 s).

Niestety za Teslę trzeba słono zapłacić. Rynek tańszych elektryków podbił w 2010 r. kompaktowy Nissan Leaf. Często można go spotkać także w roli taksówki. W wielu krajach, także w Polsce, Leaf od lat jest najchętniej kupowanym samochodem elektrycznym.

Znaczne przyspieszenie prac nad modelami elektrycznymi spowodała także afera Dieselgate, która wybuchła w 2015 r., związana z fałszowaniem wyników emisji spalin w dieslach przez Volkswagena. Spowodowało to spadek zaufania do jednostek wysokoprężnych. Ich udział w rynku maleje kosztem aut hybrydowych i elektrycznych. Wielu producentów wręcz porzuciło prace nad dieslami na rzecz hybryd i pojazdów elektrycznych (np. Toyota, Volvo czy Porsche). Podobny krok w ciągu następnych kilku lat zapowiedział koncern FCA.

Czeka nas autonomiczna jazda

Kolejnym trendem będzie rozwój technologii autonomicznej jazdy. Samochody mają wyręczać kierowcę w wielu sytuacjach, co ma poprawiać bezpieczeństwo na drogach. Jednocześnie pozwoli to zredukować, a docelowo nawet wyeliminować korki w dużych miastach. Być może za kilkadziesiąt lat kierowca nie będzie już potrzebny do sterowania pojazdem.

Już teraz poszczególni producenci wprowadzają poszczególne systemy pozwalające na autonomiczną jazdę w pewnych warunkach. Prym wiedzie tutaj Tesla ze swoim Autopilotem. Potrafi on m.in. sam zwalniać i przyspieszać, zmieniać pasy ruchu, wymijać inne samochody, a nawet parkować. Ze względów prawnych kierowca musi być jednak w pogotowiu (samochody autonomiczne nie są jeszcze prawnie dopuszczone do poruszania się po drogach publicznych bez udziału kierowcy). W przypadku Tesli mówimy o 3 stopniu zaawansowania jazdy autonomicznej. 5 stopień oznacza w pełni autonomiczny pojazd, który nie wymaga obecności kierowcy. Obecnie na rynku są tylko modele z 3 stopniem jazdy autonomicznej.

Samochody autonomiczne przechodzą obecnie intensywne testy. Dosyć często można usłyszeć o wypadkach, w których uczestniczyły pojazdy autonomiczne. Warto tu wspomnieć chociażby przykłady eksplodujących Tesli Model S czy testowego Volvo XC 90, które śmiertelnie potrąciło pieszego. Należy jednak zaznaczyć, że w wielu przypadkach błędy te wynikały ze strony innych uczestników ruchu drogowego. System jazdy autonomicznej działa jak zaprojektowany według wzorcowych (pod względem przestrzegania kodeksu drogowego) algorytmów i potrafi się pogubić właśnie wtedy, gdy inni kierowcy robią manewry tzw. „zwyczajowe”, czyli nie zawsze zgodne z zasadami. Konfrontacja wzorcowej jazdy ze „zwyczajową” potrafi skończyć się tego typu zdarzeniami.

Postęp techniczny musi jednak zebrać swoje żniwo w postaci ofiar. Warto jednak wspomnieć o sytuacji, gdy Autopilot w Tesli uratował życie pewnemu Amerykaninowi, który podczas jazdy samochodem dostał zawału. Nie widząc żadnej reakcji ze strony kierowcy Autopilot samoczynnie zatrzymał samochód, a następnie powiadomił służby ratunkowe.

Car sharing

Na popularności przybierze także car sharing, gdyż młodzi ludzie przywiązują coraz mniejszą wagę do własnego samochodu – bardziej ma być dla nich środkiem do przemieszczania się z punktu A do punktu B niż symbolem statusu.

Car sharing to naprościej rzecz ujmując system wspólnego użytkowania samochodów osobowych, które udostępniane są za opłatą użytkownikom przez ich właścicieli, najczęściej zorganizowane firmy (np. wypożyczalnie). Bardzo popularne stały się ostatnio auta na minuty. Można je znaleźć niemal we wszystkich większych miastach, także w Polsce. Prym wiedzie tutaj wypożyczalnia Panek, funkcjonująca m.in. w Warszawie, Wrocławiu czy Katowicach. Ciekawą opcją jest także Trafficar we Wrocławiu (obsługiwany głównie przez Renault Clio) czy Vozilla, oferująca elektryczne Nissany Leafy i e-NV200.

Z usług firm zajmujących się car sharingiem można korzystać za pomocą specjalnych aplikacji w telefonie. Wystarczy ją zainstalować i zarejestrować konto. Następnie na mapie mobilnej możemy zarezerwować najbliższy samochód i mamy 15 minut na dotarcie do niego. Otwieramy je telefonem poprzez wybór odpowiedniej opcji w aplikacji. Po zakończeniu użytkowania auto można zostawić niemal w dowolnym punkcie miasta. Zwykle płaci się ok. 50 groszy za każdy przejechany kilometr lub każdą minutę wynajmowania auta.

Żyjemy w ciekawych czasach

Jak widać, najbliższa dekada zwiastuje przełom w motoryzacji i stawia nie tylko przed nami, ale przed samymi producentami wiele znaków zapytania. Jakie będzie oblicze branży Automotive za 10 lat? Czy rzeczywiście nasze przypuszczenia okażą się prawdziwe? Jedno jest wiadome – będziemy musieli zmienić nasze podejście do samochodów i przyzwyczajenia dotyczące użytkowania aut (związane z pojazdami spalinowymi).

Powiązane artykuły