Elektronika we współczesnych samochodach – pomaga czy ogłupia?

Nowoczesne samochody są coraz bardziej nafaszerowane elektroniką. Często są one już tak zaawansowane jak komputery. Teoretycznie elektroniczne gadżety mają nam pomóc, ale niekoniecznie tak jest.

Jeszcze jakieś 25, 30 lat temu, gdy elektronika w samochodach dopiero raczkowała, kierowcy byli zdani sami na siebie. Użytkowanie samochodu wymagało od nich więcej wysiłku, gdyż w niektórych samochodach nie było nawet wspomagania. Nikt nie słyszał wtedy jeszcze o jakiś zaawansowanych systemach, jak układ monitorujący martwe pole, asystent parkowania czy bezkluczykowy dostęp. Kierowcy byli zdani sami na siebie, a wiele podstawowych napraw można było wykonać we własnym zakresie i nie kosztowały one wiele.

Nowe samochody bardziej przyjazne na co dzień

Czasy się jednak zmieniły, a wraz z nimi samochody. Elektronika zaczęła odgrywać w nich coraz większą rolę. Pojawiły się różne systemy wsparcia kierowcy, jak np. asystenci parkowania, kamery cofania o widoku 360 stopni, czujniki parkowania czy systemy automatycznego parkowania. Można także sparować telefon z systemem multimedialnym. Coraz popularniejszym dodatkiem jest obsługa głosowa czy elektrycznie otwierana klapa bagażnika.

Manewrowanie i parkowanie stało się znacznie łatwiejsze dzięki zastosowaniu w nowych autach elektrycznego wspomagania układu kierowniczego, dzięki czemu kierownicę można obracać za pomocą jednego palca. Kiedyś było to nie do pomyślenia – w dobie aut bez wspomagania każde parkowanie stanowiło spory wysiłek dla kierowcy, nawet gdy mieliśmy do czynienia z małym miejskim hatchbackiem. We współczesnych samochodach parkowanie ułatwiają także czujniki parkowania czy kamery cofania.

Cena wygody

Obecność systemów wspomagających kierowcę ma jednak swoje wady. Jedną z nich jest cena. Nowe samochody są znacznie droższe, a ich cena wzrasta z generacji na generację. Jeszcze jakieś 10 lat temu za dobrze wyposażony samochód klasy średniej z mocnym dieslem trzeba było dać ok. 120 000 zł. Teraz już musimy przygotować co najmniej 150 000 zł. Oczywiście gadżety tylko częściowo odpowiadają za wzrost ceny.

Inną kwestią jest ogłupianie kierowcy. Czujniki parkowania często są nadwrażliwe i potrafią reagować nawet na wyższe źdźbło trawy. Słyszymy, że wyją jednostajnym dźwiękiem i podświadomie się zatrzymujemy, po czym okazuje się, że to nic groźnego. Poza tym mają one spory margines bezpieczeństwa. W większości sytuacji stanowi to zaletę, jednak, gdy potrzebujemy gdzieś wjechać „na centymetry”, staje się to wadą. Dobrze, że w niektórych autach (np. z koncernu VAG) można je dezaktywować. Choć czujniki pomagają w większości sytuacji, to jednocześnie potrafią otępiać kierowcę i sprawiają, że nie wyczuje on samochodu tak dobrze, jak osoba, która jeździła autem bez elektronicznych gadżetów i nauczyła się parkować „na styk”.

Co warto, a czego nie warto

Spośród całego gąszczu elektronicznych gadżetów można wyodrębnić te naprawdę przydatne oraz te zbędne. Do pierwszej grupy zaliczymy m.in. adaptacyjny tempomat, czujniki i kamery cofania, bluetooth, port USB, systemy utrzymywania pasa ruchu i monitorowania martwego pola czy – w niektórych modelach – nawigację. Dlaczego tylko w niektórych? Bowiem nawigacje niektórych producentów pozostawiają wiele do życzenia pod względem płynności pracy, łatwości obsługi, a przede wszystkim – dokładności wskazań, kosztując przy tym krocie. Darować możemy sobie natomiast system obsługi głosowej, ładowarkę indukcyjną (póki co, obsługują one za nieliczne smartfony), system automatycznego parkowania, obsługę za pomocą gestów (np. w BMW) czy otwieranie bagażnika za pomocą ruchu stopą pod zderzakiem. Zaoszczędzimy wtedy wiele pieniędzy, a braku tych elementów nie odczujemy zbytnio podczas użytkowania auta.

Na koniec pozostaje kwestia coraz popularniejszego dostępu bezkluczowego. Z jednej strony jest to wygodne rozwiązanie, bowiem nie musimy wyciągać kluczyka z kieszeni, by korzystać z samochodu. Z drugiej strony łatwo jest ukraść takie samochody – nie musimy nawet wychodzić z domu czy pracy, by ktoś przechwycił sygnał z naszego kluczyka i po cichu odjechał naszym samochodem. Kolejną wadą systemu keyless jest to, że czasem „głupieje” i nie działa jak należy. Auto nie zawsze chce się otwierać, albo łapie podwójny impuls z kluczyka. W samym kluczyku co jakiś czas trzeba wymieniać baterie lub go podładować (zwykle raz na kilkadziesiąt tys. km).

Podsumowanie

Podsumowując, wszechobecna elektronika zdominowała także samochody, które obecnie przypominają komputery na kołach. Elektroniczne gadżety w zamyśle mają nam ułatwić użytkowanie pojazdu, ale jednocześnie pozbawiają nas wyczucia samochodu. Nie bez powodu często mówi się o nowych autach, że są „sztuczne”. Wybaczają one błędy nawet mniej wprawnym kierowcom, natomiast utrudniają im nabycie umiejętności radzenia sobie w trudnych warunkach, np. podczas parkowania „na styk”. Starsze samochody co prawda wymagały więcej od kierowcy, ale też zapewniały bardziej bezpośrednie wrażenia z jazdy. Natomiast współczesne konstrukcje są łatwiejsze w codziennej eksploatacji, ale w skrajnych sytuacjach nie budzą one zaufania.

Powiązane artykuły