Po samozapłonie samochodu elektrycznego najlepiej jest go utopić

Nie jestem wielkim koneserem informacji o zapalających się samochodach elektrycznych, ponieważ uważam, że doniesienia o nich są zbyt rozbuchiwane przez media. Zapali się samochód benzynowy? O ile nie jest to jakiś spektakularny przypadek – raczej mało kto zwraca na niego uwagę. Jeśli z kolei płonie Tesla, to szum robi się wokół tego większy, a przecież pojazdom każdego typu zdarza się mieć usterkę, prowadzącą do samozapłonu. Piszę jednak o zapłonie Tesli o którym przeczytałem niedawno, ponieważ zaciekawił mnie sposób, w jaki była ona gaszona.

Zanim jednak przejdę do opisu akcji straży pożarnej, nakreślmy dla formalności okoliczności, w których miało miejsce całe zdarzenie. Właściciel Tesli podłączył ją do ładowania przez Superchargerze firmy, ulokowanym w belgijskiej Antwerpii, przy hotelu Novotel. Po jakimś czasie powrócił on do swojego samochodu i zastał tam widok, którego raczej się nie spodziewał – Tesla bowiem stała w płomieniach, a wraz z nią stacja ładowania. Pożar wybuchł z niewyjaśnionych na razie przyczyn i doprowadzić mogła do niego chociażby jakaś usterka, która pojawiła się przed podłączeniem do ładowania i która po prostu ujawniła się w widowiskowy i niefortunny sposób. Ludzie z Tesli na pewno zajmą się analizowaniem tego przypadku, opierając się o analizę ugaszonego samochodu.

Ugaszonego w bardzo ciekawy sposób, ponieważ strażacy po uporaniu się z największym ogniem, podczepili Teslę do podnośnika i umieścili w zbiorniku wypełnionym wodą, gdzie spędziła ona całą noc. Jest to jedna z najskuteczniejszych metod gaszenia samochodów elektrycznych, wypełnionych po brzegi bateriami litowo-jonowymi, które w przypadku wystąpienia niekorzystnych warunków zewnętrznych, mogą się zapalić lub wybuchnąć. Pożar całego samochodu zdecydowanie jest dla baterii niekorzystny, ponieważ zewnętrzne źródło ciepła może doprowadzić do przegrania akumulatora i wyzwolić w nim reakcje, prowadzące finalnie do wybuchu lub dalszego zwiększania wydzielania ciepła. Oba te czynniki mogą z kolei uszkodzić kolejne, dotychczas zdrowe baterie, prowadząc do niekontrolowanej reakcji łańcuchowej. Taka sytuacja nie musi się wydarzyć od razu, ponieważ nieschłodzone dostatecznie miejsce, może dać o sobie znać dopiero po jakimś czasie, kiedy straż pożarna już dawno odjedzie.

Po nocnej kąpieli w zbiorniku z wodą, wszelkie ukryte źródła pożaru powinny już przestać istnieć, a ryzyko kolejnego samozapłonu jest minimalizowane. Ta metoda gaszenia jest skuteczna, ale też trzeba przyznać, że uciążliwa. Jeszcze na dużym parkingu da się w sposób rozsądny podstawić kontener, ale co z np. zapłonem na autostradzie? Radzenie sobie w takich sytuacjach to jedno z wyzwań, z jakimi ludzkość będzie musiała się zmierzyć, po zmianie sposób zasilania samochodów. Takiej realnej, bo obecnie elektryki są coraz popularniejsze, ale wciąż względem pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi, wypada postrzegać ich ilość w kategoriach niszy.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze