Przeciwnicy downsizingu lepiej niech nie czytają tego tekstu

„Kiedyś to było” – tego typu stwierdzenie jest przytaczane bardzo często, przy bardzo różnych sytuacjach. Nieraz nie ma ono zupełnie sensu, bo spojrzenie obiektywne na dany aspekt może ujawnić, że kiedyś było po prostu gorzej. Czasami jednak gadki o „starych dobrych czasach” mają sens – chociażby w przypadku dużych silników.

Kiedyś spotkanie ich pod maską nie było wcale czymś trudnym. Oczywiście wciąż dominowały jednostki R3 i R4, ale nawet w ofertach zwykłych producentów, takich jak Peugeot czy Skoda spokojnie można było znaleźć V6-stki o pojemności oscylującej wokół 3 litrów. Teraz jednak idąc do salonu na tego typu jednostki napędowe liczyć można coraz rzadziej i jedynie producenci z segmentu premium jakoś konkretniej się ich trzymają. Nie wszyscy, bo np. w Volvo nic ponad 2 litry pod maską nie da się już zamówić – ale np. w Mercedesie wciąż duże pojemnościowo silniki są oferowane. Ale nie tylko.

Mercedes pracuje też intensywnie nad rozwojem swoich silników R4, które dzięki turbosprężarkom i innym zmyślnym technikom inżynieryjnym mogą osiągać absurdalną moc. Efektem tych prac był debiutujący kilka lat temu Mercedes-AMG A45, który stał się symbolem hardcore’owego downsizingu, ponieważ z 2-óch litrów pojemności wyciągał on początkowo 320 KM. Sporo. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co ludzie z Mercedesa zaproponowali obecnie.

Nowe wcielenia usportowionych odmian mniejszych modeli z gwiazdą na masce – A 45, CLA 45 , GLA 45 – dostaną znowu silnik o pojemności 2.0 i czterech cylindrach, ale tym razem oferowany będzie on w dwóch wariantach mocy. Słabszy będzie miał znane już z modeli Mercedesa 382 KM, ale mocniejsza odmiana S zyska moc 416 KM! Czyli taką, w której z litra pojemności krzesane jest 208 KM. Silniki te osiągać będą też odpowiednio 480 i 500 Nm maksymalnego momentu obrotowego.

Poprzednia generacja A45 była już piekielnie szybkim samochodem, z czasem sprintu do 100 km/h wynoszącym 4,2 sekundy. Nowa, mając trochę koni więcej, na pewno ten wynik poprawi. Na osiągi zatem narzekać nie będzie można. Będzie można jedynie kręcić nosem na fakt, że kiedyś takiej mocy towarzyszyłby piękny dźwięk jakiegoś V6 albo V8 o słusznej pojemności. Coś, czego współczesne R4 nie zapewni. Patrząc na to jednak z jasnej strony – niedługo nawet dźwięki R4 zostaną zastąpione cichutkim piskiem, wydawanym przez silniki elektryczne. Wypada zatem cieszyć się silnikami spalinowymi, póki jeszcze możemy. Nawet jeśli wydają się być one tak nienaturalnie wysilone.

Powiązane artykuły