Elektroniczne zegary – kiedyś hejtowałem, teraz jestem fanem

Czy ekrany LCD mają sens jako zegary, znajdujące się przed oczami kierowcy? Pamiętam, gdy po raz pierwszy ta technologia była stosowana w samochodach, a ja usłyszałem, że Jaguar XJ będzie w nią wyposażony. Wydania na ten model ponad 200 000 zł i tak nie planowałem, więc ten dodatek dylematu zakupowego u mnie nie wytworzył – ale i tak kręciłem nosem. A później zacząłem mieć styczność z tą technologią i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć – byłem w błędzie.

Miałem względem tego rozwiązania dwie zasadnicze obawy.

1. Że będą one nieczytelne

Elementy fizyczne, mają nad panelami LCD jedną zaletę – mogą mieć jakąś formę, fakturę. W przypadku zegarów oznacza to, że np. na obrotomierzu cyfry mogą być wypukłe, a wskazówka znajdując się nad nimi, będzie rzucała cień czy refleksami świetlnymi akcentowała swoją obecność. Tego typu rozwiązanie sprawia, że zegary bez względu na to, czy w pełnym słońcu, czy w pochmurny dzień – będą czytelne.

Tymczasem ekran LCD jest płaski. Jeśli pada na niego światło pod odpowiednim kątem, to żadne wypukłości nie pomogą w ocenie tego, co znajduje się na wyświetlaczu. I to był mój największy argument przeciw zegarom. I co ciekawe wciąż uważam, że jest on zasadny. Tzn. w niektórych sytuacjach klasyczny zestaw wskaźników pozwala uzyskać informacje np. o stanie paliwa, podczas gdy w pełni cyfrowe zegary, wymagają gimnastyki szyi, żeby ustawić się pod odpowiednim kątem. Praktyka pokazała mi jednak, że sytuacje występują tak rzadko, że realnie po prostu nie są problemem. Producenci stosują filtry antyrefleksyjne na swoich ekranach, które naprawdę dobrze działają i pozwalają spokojnie z nich korzystać.

2. Że będą one brzydkie

Możliwość zabawy formą, umieszczania ekranów w tubach, stosowania wymyślnych faktur materiałów – te wszystkie elementy obecne są w tradycyjnych, fizycznych zestawach wskaźników. Pozwala to tworzyć naprawdę urokliwe zegary, jak np. te stosowane w niektórych modelach Mazdy (zdjęcie powyżej). Kiedyś uważałem, że mając po prostu ekran LCD nie da się stworzyć czegoś równie ładnego.

I tutaj znowu uważam, że moje obawy były zasadne. Mając do dyspozycji jedynie ekran LCD, nie można zrobić z nim tak fajnych rzeczy, jak mając tradycyjny zestaw wskaźników. Tylko że w tym przypadku znowu muszę przyznać, że starania producentów, aby nadać elektronicznym zegarom atrakcyjny wygląd, są udane. Czasami wychodzi to bardziej stylowo, a czasami mniej – ale poziom jest przynajmniej akceptowalny. Nieraz połączenie LCD z klasycznymi rozwiązaniami daje też dobre rezultaty, jak w widocznym powyżej Lexusie.

Zalety

Obie moje obawy, po zderzeniu z rzeczywistością można podsumować stwierdzeniem „nie jest aż tak źle, ale idealnie też nie”. Gdyby oceniać elektroniczne zegary tylko na podstawie tych dwóch kryteriów, to faktycznie byłby to efekciarski, ale bezsensowny gadżet. Ekran LCD przed kierowcą ma jednak też jedną, bardzo dużą zaletę. Może być dowolnie aranżowany pod kątem informacyjnym.

I to sprawiło, że sporadyczna konieczność innego spojrzenia na ekran, żeby dostrzec na nim to czego potrzebuję czy nie tak stylowy wzór tarcz – nie ma dla mnie znaczenia. Bo zdecydowanie bardziej doceniam to, że mogę ustawić mapę pomiędzy prędkościomierzem i obrotomierzem, dzięki czemu nie muszę spoglądać w bok podczas jazdy z nawigacją. Że mogę na autostradzie ustawić sobie tryb minimalistyczny, dzięki któremu mniej informacji będzie rozpraszać moją uwagę. Że mogę ustawić dokładnie jakie informacje pojawią się po lewej, a jakie po prawej stronie zegarów.

To jest naprawdę super. Nie we wszystkich samochodach z elektronicznymi zegarami dostępna jest taka możliwość personalizacji. Czasami jest ona bardziej ograniczona, ale na koniec dnia każde tego typu rozwiązanie pozwala mi widzieć przed oczami więcej informacji o działaniu samochodu, dodatkowo lepiej dopasowanych. Dlatego cieszę się, że swojego czasu konstruktorzy nie zważali na głosy krytyki, w tym mój – chociaż biorąc pod uwagę, że w czasach premiery wspominanego Jaguara dopiero myślałem o kursie na prawie jazdy, pewnie go nie usłyszeli. I po prostu wepchnęli swoją koncepcję na rynek.

Powiązane artykuły