Jak bardzo sportowa jest Skoda Octavia RS 2.0 TSI 245 KM DSG? – TEST

Pierwsze kilometry po odbiorze do testów Skody Octavii RS były dla mnie specyficzne. Wiedziałem, że jadę furą mającą niemal 250 KM i aspirującą do miana samochodu sportowego, a jednak aż tak bardzo tej ostrości nie odczuwałem. Dlatego postanowiłem sprawdzić czy Octavia RS naprawdę zasługuje na swoją nazwę, na jednej z najlepszych mazurskich dróg.

Zanim o wrażeniach z jazdy opowiem, wypada odpowiedzieć na porcję pytań o Skodzie – takich, na które ktoś zainteresowany tym samochodem chciałby poznać odpowiedź, albo chciałby, ale jeszcze o tym nie wie.

1. Czy o Octavii RS można powiedzieć „cichy zabójca”?

Moim zdaniem tak, bo co prawda wprawne oko od razu dostrzeże podostrzony kształt zderzaków, dodatkowe znaczki, większe felgi czy spoiler na tylnej klapie i rozpozna z czym ma do czynienia – ale dla przeciętnego połykacza kilometrów, jest to po prostu kolejna widziana tego dnia Octavia. Czerwona, z ładnymi kołami.

Zatem dla osób, które chcą jeździć czymś wzbudzającym sensację w okolicy i mogącym pojawić się na portalach ze spotterskimi zdjęciami samochodów – nie jest to dobra propozycja. Ale ci poszukujący auta o sportowym charakterze, którym będą mogli poruszać się niepostrzeżenie niczym łasica w niskiej trawie, znajdą w Octavii idealnego kompana. O ile oczywiście zmienią kolor nadwozia, bo czerwień testówki jednak rzucała się w oczy. Ale np. w srebrnym lakierze można liczyć na dużą dyskrecję.

2. Czy wygląd testówki wymaga jakichkolwiek dopłat?

Nie, ponieważ czerwony lakier dostępny jest w standardzie, podobnie jak felgi mające 18 cali, światła LED z przodu czy inne sportowe dodatki.

3. A jak LED’owe światła wyglądają w nocy?

Z przodu – całkiem charakterystycznie dzięki rozdzielonym przednim reflektorom. Kiedyś nie mogłem się do nich przekonać, teraz coraz bardziej mi się to udaję – chociaż wciąż uważam, że przeliftowe lampy Octavii mogły doczekać się zgrabniejszego odświeżenia. Z tyłu diody obecne są w światłach pozycyjnych o mocno standardowym kształcie. LED’ów zabrakło niestety w tylnych kierunkowskazach.

4. Jak wersja RS usportawia wnętrze?

W jeszcze bardziej dyskretny sposób, niż robi to z nadwoziem. Właściwie tylko dwa elementy wyraźnie zdają się mówić „patrzcie, jesteśmy sportowe” – jest to kierownica (spłaszczona u dołu, pokryta częściowo dziurkowaną skórą) oraz fotele (mocno wyprofilowane, ze zintegrowanymi zagłówkami). Poza tym tu i ówdzie użyte zostały czerwone szwy, zegary mają lekkie czerwone akcenty i to by było na tyle. Biorąc pod uwagę nierzucający się w oczy charakter tej wersji – nie miałem prawa się do takiej aranżacji wnętrza przyczepić.

5. Czy sportowa wersja zachowała Skodową ergonomię?

Tak, ponieważ wersja RS w środku – poza wspominanymi sportowym akcentami – to jest po prostu dobrze doposażona Octavia i sposób jej obsługi nie różni się chociażby od wersji Style. I co by nie mówić – jest naprawdę wzorowy. Tego samochodu nie trzeba się uczyć i kombinować co do czego służy. Wszystkie elementy sterujące są dobrze opisane, ulokowane tam gdzie można się ich spodziewać.

Chociaż w jednym obszarze Skodowa ergonomia nie jest już taka dobra, jak była kiedyś. Jest nim ekran LCD, który wraz z liftingiem w lepszych wersjach zyskał większą przekątną, ale stracił fizyczne przyciski wokół siebie. Pomimo tego, że wyświetlacz reaguje na dotyk jak dobry smartfon – wygodzie korzystania z tradycyjnych przycisków nie jest w stanie dorównać. Jest to jednak moje jedyne zastrzeżenie do systemu inforozrywki, ponieważ funkcje, które od zarania dziejów były dotykowe – jak np. panel ustawień samochodu – są prezentowane bardzo przystępnie.

6. Jak bardzo Octavię można ustawić pod siebie?

Możliwości personalizacji są bogate – Skoda oferuje nawet możliwość ustawienia swojego imienia i przy każdym odpaleniu samochodu będzie nas witać na komputerze między zegarami. Uprzejmości odstawmy jednak na bok – ważniejsze dla codziennego użytkowania jest to, jak dostrajać można sposób zachowania samochodu na drodze. W tym obszarze w RS’ie w standardzie oferowany jest moduł Driving Mode Selection, a w testówce za 3600 zł wzbogacony został on o adaptacyjne zawieszenie DCC. Predefiniowanych ustawień jest kilka i są one wspierane przez tryb indywidualny, gdzie można dostrajać poszczególne funkcje pod siebie. Jako konesera, lubiącego raczyć się sportowym układem kierowniczym i normalnymi nastawami silnika – bardzo mnie to ucieszyło i nic więcej pod kątem personalizacji do szczęścia mi nie brakowało.

7. Co można powiedzieć o jakości wykonania Skody?

Że stoi ona na wysokim poziomie. W górnych partiach deski rozdzielczej dominują miękkie tworzywa, które nie odbijają promieni słońca i wyglądają estetycznie. W dolnych partiach zaczyna się robić twardo, ale materiały mają na tyle przyzwoitą jakość, że nie kłują w oczy. Wszelkie detale w postaci np. pokręteł panelu klimatyzacji czy innych małych przycisków są wykonane starannie, a całość nie skrzypi jak stary kredens podczas naciskania. Bardziej jak taki świeżo kupiony i to nielichej jakości, bo Octavia podczas jazdy nie wydawała żadnych niepożądanych dźwięków.

8. Jak prezentuje się kluczyk Octavii?

Jedno jest pewne – nie mógłby być on stosowany na szpitalnych oddziałach ratunkowych jako zastępstwo dla środków podwyższających ciśnienie krwi. Wynika to z faktu, że jego design jest wyjątkowo standardowy i nie musi praktycznie żadnych emocji. O ile po Skodzie niczego więcej bym nie oczekiwał, to w odmianie RS liczyłem jednak na chociaż jakiś malutki sportowy akcent. Niestety się przeliczyłem, ale pilotowi Octavii muszę oddać, że jest wykonany z solidnych materiałów i ma nieprzesadzone rozmiary, przez co nie ciąży w kieszeni.

9. W kabinie po zmroku dominuje zieleń czy biel?

Octavia jako stosunkowo stary już model (produkowany od 2013 roku) ma jeszcze w sobie sporo klasycznego dla Skody, zielonego podświetlenia. Obecnie jest ono zastępowane już bielą i widać to np. w nowym systemie inforozrywki – gdzie przyciski dotykowe mają białe etykiety. O ile kolorem instrumentów sterujących sterować się nie da, więc jeśli ktoś wolałby aby były białe, to cytując członków subkultury dresów „ma problem”. Wybór istnieje za to w kwestii koloru dekoracyjnego oświetlenia – jego kolory i natężenie można bez problemów personalizować.

10. Ile w testówce jest miejsca z tyłu?

Gdyby Skoda Octavia miała ludzkie odruchy i rozsądne podejście, to o ile za stwierdzenie np. „mało prestiżowa” nie mogłaby się za bardzo obrazić, to za powiedzenie „mało przestronna” – miałaby pełne podstawy do tego, aby strzelić focha. Model ten bowiem cechuje się ponadprzeciętnie dużą ilością miejsca. Na nogi przy swoich 185 cm miałem jeszcze solidny zapas, tak samo nad głową. Podróżując z tyłu mógłbym narzekać właściwie tylko, gdybym siedział centralnie – na mocno wystający tunel środkowy.

11. Podobnie przestronny jest bagażnik?

Tak, ponieważ 590 litrów pojemności i ogromny – dzięki nadwoziu typu liftback – otwór załadunkowy to wynik, który robi wrażenie. Do tego dochodzą praktyczne dodatki, pokroju zawieszek na torby, kieszeni w nadkolach czy gniazdka 12V.

12. Ile testowany egzemplarz kosztował?

Czasy, w których Skody były propozycjami budżetowymi już minęły. Wciąż oferują one rozsądną cenę, ale chcąc solidnie dany egzemplarz doposażyć – trzeba sięgnąć głębiej do portfela. Tak jak to było w przypadku testówki, ponieważ RS domyślnie w wersji z automatem DSG kosztuje 134 600 zł (z manualem 126 800 zł) i oferuje chociażby pełne LED’y, czujnik deszczu i zmierzchu, samościemniające się lusterko czy dwustrefową klimatyzację. Bohater tego testu wyceniony został na 178 000 zł. Co prawda zawierał na pokładzie większość dostępnych w Octavii dodatków, ale wciąż jak za Skodę, była to kwota znacząca. Dobitnie pokazująca, jaką drogę przeszła ta marka jeśli chodzi o pozycjonowanie rynkowe w ostatnich latach.

Trochę o Skodzie Octavii już wiadomo, czas ruszyć w drogę…

Drogą, o której wspominałem na wstępie była DK58 na odcinku Olsztynek – Jedwabno. Droga mająca jedne z najlepszych partii zakrętów z jakimi miałem styczność. Jeśli zatem Octavia RS tam pokazałaby odpowiednio duży pazur – wszystko byłoby z nią OK. Zanim jednak mogłem to zweryfikować, czekało mnie 180 kilometrów, w większości pokonanych na DK7.

Pierwsza część podróży prowadziła przez Warszawę, gdzie mogłem ocenić zachowanie samochodu w terenie zabudowanym. Gdybym jeździł Octavią RS niewyposażoną w kamerę cofania – określiłbym je jako kiepskie. Wynikało to z wysoko poprowadzonej, mocno pochylonej tylnej szyby, w usportowionej wersji jeszcze optycznie zmniejszonej przez spoiler. Wyczucie patrząc tylko przez nią gdzie kończy się samochód było dla mnie równie proste, co żonglowanie czterema piłeczkami naraz. Ze wsparciem elektroniki sytuacja na parkingach wyglądała zdecydowanie lepiej, więc 1550 zł za kamerę to do Octavii wydatek obowiązkowy.

Poza parkingowymi trudnościami, podróż przez miasto testowaną Skodą była bardzo przyjemna. Gabaryty nadwozia na normalnych ulicach nie okazały się przesadzone, a ustawione w tryb sportowy zawieszenie i układ kierowniczy – przy trzymanym na normalu układzie napędowym – sprawiały, że prowadzenie samochodu było całkiem angażujące, ale nie powodujące irytacji. Wkurzenia, które mogłoby pojawić się, gdyby auto kusiło mnie do ostrej jazdy – a Octavia RS tego nie czyniła. Spokojnie pokonywałem kolejne kilometry i skrzyżowania, gdy trzeba było – dociskałem mocniej i silnik gwarantujący sprint do 100 km/h w czasie 6,6 sekundy robił wtedy swoje. W układzie kierowniczym szczególnie spodobał mi się fakt, że w o ile w pozycji centralnej siła wspomagania była większa, to przy ostrzejszym skręcie trzeba było włożyć już w operowanie wieńcem znacznie więcej wysiłku. Fajne uczucie. Wszystkie reakcje auta były jednak stosunkowo wygładzone. Nie czułem brutalności, która popychałaby mnie w kierunku zarobienia jakiś punktów karnych. Gdy dla testów przełączyłem się w tryb komfortowy, to kierownica zaczynała pracować tak lekko, a zawieszenie tak się wygładzało, że gdybym nie wiedział czym jadę, na spokojnie mógłbym przyjąć, że pod maską pracuje jakieś 1.5 TSI 150 KM, a ja jestem w wersji wyposażeniowej Style.

Emocje zwiększyły się trochę podczas spotkania na warszawskich drogach czerwonego, nowiutkiego Ferrari. Dźwięk generowany przez ten samochód, jego wygląd – tam na brak ostrości na pewno nikt nie narzekał. Szukając pola, w którym moja Skoda okaże się lepsza od Ferrari, spojrzałem na wskazania komputera pokładowego. I faktycznie tam mogłem triumfować, ponieważ wynik oscylował wokół 7 litrów. Jechałem jednak w idealnych warunkach, ponieważ w sobotni poranek, na drodze bez wielu świateł. Dzień wcześniej wyjechałem na ulice Warszawy w godzinę szczytu i wtedy zużycie paliwa utrzymywało się na poziomie 13-14 litrów.

Wkraczając na Drogę Krajową 7 zaczynałem nawet doceniać spokojniejszy charakter samochodu. Swoją chęć ostrzejszej jazdy oszczędzałem na DK58, więc możliwość bezstresowego dojazdu do niej – była finalnie całkiem fajna. Ponieważ DK7 jest mało ciekawą drogą, stworzoną do tego, aby po prostu przejechać z punktu A do B – postanowiłem wykorzystać ten czas i sprawdzić jeszcze raz pracę zawieszenia adaptacyjnego DCC. Wrażenia z przełączania z trybu komfortowego na sportowy są ciekawe. Nagle jezdnia zdaje się być bowiem czyszczona ze sporej części nierówności. Głównie tych mniejszych, ponieważ na większych daje o sobie znać finalnie jednak należące do grona twardszych zawieszenie Octavii – ale efekt i jest wyraźny. Nawet jednak w trybie sport nie czułem, aby Skoda Octavia RS była dla mnie za twarda. Tak jak w przypadku większości samochodów o sportowym charakterze komfort jazdy na co dzień jest czymś, co poświęca się, aby mieć inne cechy, które takie auta oferują – tak w testowanym modelu czegoś takiego po prostu nie było.

Spora była w tym zasługa foteli, którym daleko było do wyczynowych kubełków, których projektanci traktują słowa takie jak „komfort” czy „miękkość” za najbardziej plugawe wulgaryzmy. Konstrukcje zamontowane w testówce były całkiem miękkie – nawet jak na standardy samochodów niesportowych. Oferowały jednak naprawdę dobre trzymanie boczne i na długą trasę pasowały idealnie.

O ile Octavia przeważnie nie skłaniała mnie do ostrej jazdy, to przyznam, że czasami uległem jej wdziękom. Parę wyjazdów z terenów zabudowanych miało miejsce w naprawdę dynamicznym stylu. Kilka razy też wyprzedziłem wolniejszych kierowców, dociskając pedał do oporu i kończąc manewr w bananem na twarzy. Może w tym aucie aż tak bardzo nie czuje się prędkości i podróżuje się cicho i kulturalnie – ale pod prawą stopą czai się konkret. Jeśli potrzeba wystrzelić do przodu jak z procy – samochód zdaje się mówić tylko „no spoko” i przyspiesza tak jak chcemy. Gdybym nie jechał po idealnie suchych drogach – moja frajda ze zwiększania prędkości mogłaby być mącona przez brak napędu 4×4, którego do Octavii RS zamówić nie można. Gdy innego dnia wyjechałem tym samochodem na mokrą nawierzchnię, to EPS walczyło o przyczepność niczym student, który po całym semestrze „regularnej nauki” toczy batalię o zdobycie wiedzy wystarczającej na trójkę ostatniego dnia przed egzaminem.

Zjeżdżając po kilkudziesięciu kilometrach z drogi krajowej na ekspresowe S7, komputer pokładowy pokazywał średnie spalanie równe 6,4 litra. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że Octavia odpowiednio traktowana nie pali dużo – 2.0 TSI pracujące pod jej maską jest po prostu bardzo wrażliwe na przyspieszanie. Na drodze szybkiego ruchu zużycie paliwa wzrosło do 7,4 litra – ale charakter samochodu pozostawał niezmienny. Bardzo stabilnie parł on do przodu, bez żadnego myszkowania czy niepewności. Wrażenia nie robiły na nim również boczne podmuchy wiatru, a do około 130 km/h wyciszenie też można było ocenić jako dobre. Powyżej tej prędkości hałas w kabinie rósł – ale nie do irytującego poziomu.

Wjeżdżając na DK58 wiedziałem, że prawdziwy sprawdzian dla Octavii właśnie się zaczyna. Samochód przeszedł w tryb sport, a ja przystąpiłem do dzieła. Przełączenie w tryb sportowy tyczyło się również dźwięku – Octavia wyposażona jest w elektromagnetyczny generator impulsów, który dostarczać ma do uszu kierowcy i pasażerów bardziej rasowy dźwięk. Pomimo sztucznej natury odgłosów, nie były one przesadzone. Nie czułem się, jakby pod maską zamiast 2.0 TSI R4 pracowało pięciolitrowe V8. Na co dzień i tak wolałbym normalny dźwięk, ale odświętne włączenie sportowego byłoby dla mnie OK.

Na drogach Mazur zabłysnąć mogła skrzynia biegów. Wcześniej, podczas spokojnej jazdy, pracowała ona niezauważalnie. Płynnie i celnie trafiała z przełożeniami. W trybie sportowym, z wychodzeniem z zakrętów z gazem w podłodze jej zbiór cech powiększył się też o szybkość – biegi zmieniane były natychmiastowo bez względu na partię obrotów. Automat DSG do Octavii kosztuje 7800 zł – ale dostaje się za tą kasę przekładnie najwyższej próby.

DK58 nie odmieniła zupełnie charakteru Octavii RS. Samochód nie zyskał nagle twardości deski i ostrości, która pozwalałaby podczas wykonywania testu łosia straszyć pasażerów. Poziom sportowości jak oferował on przez poprzednią część podróży okazał się jednak wystarczający, abym miał masę frajdy z jazdy po mazurskich zakrętach. Układ kierowniczy pozwalał na precyzyjne nadawanie kierunku jazdy i sprawiał, że czułem dużą pewność podczas pokonywania łuków. Potęgowana była ona przez zawieszenie, które ograniczało bardzo intensywnie przechyły nadwozia, dzięki czemu moje poczucie stabilności samochodu było równie duże na wyjściu z ostrego zakrętu, jak podczas jazdy na prostej drodze godzinę wcześniej. Sama droga też nie zawiodła, ponieważ przez 30 kilometrów spotkałem jeden samochód zmierzający w tą samą stronę co ja.

Zatem nic nie blokowało mnie przed tym, aby móc rzetelnie ocenić, że literki RS zaraz za słowem Octavia to żadna profanacja. Samochód ten gdy trzeba, pokazuje pazur wystarczający, by nazywać go sportowym. Nie wyścigowym, ale sportowym. Nie jest w eksponowaniu swojej sportowości nachalny i osobom poszukującym bezkompromisowego auta nieszczególnie Octavię RS mogę polecić. Ale ci, dla których wersje z dopiskiem „-Line” są za spokojne, a hothatche zbyt szalone – w testowanej Skodzie mogą znaleźć coś dla siebie. Samochód, który na co dzień będzie normalny i dyskretny, a w odpowiednich okolicznościach „dostarczy” co trzeba.