Rally Championship 1999 – drugiej takiej gry rajdowej już nie będzie

Na przestrzeni ostatnich 20-lat na rynku pojawiło się całkiem sporo gier rajdowych. Niektóre przeszły bez echa, inne stały się obiektem kultu jak np. wyjątkowo realistyczne Richard Burns Rally. Przez cały ten okres nie powstała jednak ani jedna produkcja, która podchodziła do tematu rajdów samochodowych w taki sposób, jak Rally Championship 1999.

Konkretnie mam tutaj na myśli sposób odwzorowania odcinków specjalnych. Standardem w świecie gier wyścigowych jest uczynienie rozgrywki przystępnej pod kątem czasowym. W produkcjach odwzorowujących jazdę na torze, można to zrealizować bardzo prosto. Wystarczy domyślnie ustawić wyścig trwający np. 5 okrążeń i nic więcej nie trzeba robić. Ktoś chce większego wyzwania? Przesuwa suwak w ustawieniach w prawo, ustawia np. 60 kółek w grze traktującej o F1 i ma to co chce.

W grach rajdowych tak prosto już nie jest, bo przecież nie da się zapętlić tego samego, prowadzącego z konkretnego punktu A do B, odcinka specjalnego. Tzn. da się, ale równie dużo sensu miałoby zastąpienie modeli rajdówek np. hipopotamami. Dlatego producenci idą na kompromisy, oferując graczom odcinki specjalne o rozsądnej długości. Takie, które przejechać można w 5-8 minut. Aby nikt nie zdążył się zmęczyć ani wkurzyć, np. z powodu wypadku pod koniec długiego OS’u. Obecnie dowolna gra rajdowa jest zbudowana w ten sposób – może być ona realistyczna, ale odcinki specjalne ma dosyć krótkie, przez co np. w grach z licencją WRC można tylko pomarzyć o wiernym oddaniu całych zmagań. Są charakterystyczne punkty na trasach, ale odcinki same w sobie są okrojone.

Tymczasem ludzie z Magnetic Fields (twórcy gry) w 1999 roku uznali, że długie odcinki nie są problemem. Że wsadzenie do ich gry OS’u liczącego ponad 40 kilometrów będzie OK. Że pojadą w teren ze specjalnym sprzętem rejestrującym, aby oddać ukształtowanie tras po których jeżdżą rajdówki z maksymalną pieczołowitością. I efekt ten okazał się być naprawdę rewelacyjny. Ktoś mógłby powiedzieć „przemawia nostalgia”. Niewykluczone, że trochę tak, ale jakiś czas temu miałem okazję odświeżyć sobie trochę ten tytuł. Pograłem w niego trochę i o ile oczywiście sporo elementów się już zestarzało, to koncepcja – w żaden sposób. Podróżowanie przez kilkanaście minut non-stop, bez żadnej opcji cofania czasu wciąż broni się 20 lat po premierze gry. Dalej oferuje coś unikalnego, czego współczesne gry nie oferują.

Tym bardziej, że klimat rajdowych zmagań w BRC – rajdowych mistrzostwach Wielkiej Brytanii, buduje też otoczka. Obecnie mamy tryby kariery, wspinanie się po kolejnych szczeblach rajdowego świata. W Rally Championship 1999 tego typu rzeczy nie ma. Nie są one potrzebne, bo wystarczy popatrzeć na ekran startowy przed każdym rajdem, gdzie lektor opowiada jego historię. To samo dzieje się z resztą przed każdym OS’em. Te elementy, połączone ze wspominaną długością tras, a także niebędącą tylko formalnością strefą serwisową – sprawiały, że aż chciało się w Rally Championship jeździć.

Widać, że ta gra była tworzona przez prawdziwych fanatyków rajdów i nie miałbym nic przeciwko, gdyby powstał jej remaster w dzisiejszych czasach. Szanse są na to są praktycznie żadne, ale gdyby stał się cud, to taka gra we współczesnej oprawie, ale ze swoim 20-letnim charakterem, byłaby czymś niesamowitym. Współczesne gry rajdowe też są bardzo fajne – chwaląc bohatera tego tekstu nie krytykuję serii WRC czy Dirt Rally. Nie mają jednak tego klimatu, co Rally Championship.