Sezon na zrywanie kontraktów trwa – tym razem padło na odcinki S7 i S61

W kwietniu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła, że zrywa kontrakty z firmą Salini na odcinkach dróg A1 i S3. Nie minął miesiąc i GDDKiA po raz kolejny musi przekazywać opinii publicznej złe nowiny. Tym razem wkurzeni będą wszyscy Ci, którym drogie na sercu było szybkie ukończenie S7 pod Warszawą i S61 na granicy województw mazowieckiego i podlaskiego. Oba te odcinki miała zaprojektować i zbudować firma Rabau.

Problematyczne S7

Na pierwszym z wymienionych odcinków Rabau odpowiadał za fragment pomiędzy węzłem Warszawa Lotnisko i Lesznowola. Liczy on 6,6 kilometra, a zgodnie z podpisaną 30 stycznia 2018 roku umową, firma miała zaprojektować i wybudować go za 221,4 miliona złotych. W marcu 2019 roku Rabau został przez GDDKiA upomniany i wezwany do zintensyfikowania dotyczących prac projektowych i przygotowawczych, które ulegały opóźnieniom. Nacisk ten nie odniósł oczekiwanych skutków, więc umowa została rozwiązana.

Jest to oczywiście niekorzystna wiadomość, ale nie musi ona oznaczać aż takiej katastrofy, jak np. obwodnicy Marek S8, gdzie trasa już ponad rok leży rozgrzebana po zerwaniu kontraktu z Salini. Wynika to z faktu, że Zezwolenie na Realizowanie Inwestycji Drogowej (ZRID) na tym odcinku ma zostać wydany w IV kwartale 2019 roku – czyli później niż przewidywano, ale tutaj wina leży po stronie urzędników i Rabau niewiele mógł wskórać. GDDKiA ma zatem kilka miesięcy na sprawne wybranie nowego wykonawcy, który wybuduje drogę według istniejących już planów i będzie mógł przystąpić do dzieła zaraz po zakończeniu procedury uzyskania ZRID. Planowany termin ukończenia całej inwestycji, ubiegający 30 listopada 2020 roku i tak jest mało realny, ale lepiej rozpocząć prace budowlane z rzetelnym wykonawcą, niż użerać się z kimś, kto już na starcie daje ciała.

Równie problematyczne S61

Rabau wykonawcą S61 na odcinku Podborze (z węzłem) – Śniadowo (bez węzła) został wybrany w tym samym dniu, co na S7, czyli 30 stycznia 2018 roku. Odcinek, który miał wybudować liczy 19,5 kilometrów i uwzględnia również przebudowę istniejącego fragmentu drogi S8, a także wojewódzkiej 627. Na całość Rabau otrzymał 479,1 miliona złotych.

Pierwszy etap miał polegać na wykonaniu prac projektowych i złożeniu ich do 30 listopada 2018 roku, kiedy to urzędy mogłyby przystąpić do procedury wydawania ZRID. Wniosek o jego wydanie nie został złożony do dziś, więc o ile jeszcze na S7 przewinienia wykonawcy były duże, ale jednak coś po Rabau (w postaci projektu) zostanie, tak na S61 zostawią spaloną nieruszoną ziemię.

Czemu tak się dzieje?

Wystarczy przejechać się trochę po Polsce by dostrzec, że naprawdę dużo rzeczy się w niej buduje. Taka sytuacja sprawia, że w naturalny sposób rosną koszty robocizny i materiałów. Podwyżki te w wielu przypadkach nie zostały uwzględnione przez firmy wygrywające przetargi – bo kalkulowały one poziom kosztów na podstawie ówczesnego poziomu cen. Gdy dane w Excelu przestają się zgadzać i za dużo pól przybiera czerwony kolor, zaczyna się optymalizacja i szukanie oszczędności, między innymi przez mniejsze zaangażowanie sił. Stąd już tylko krok do opóźnień.

Miejmy nadzieję, że odpowiednio wczesne odcięcie pępowiny przez GDDKiA sprawi, że opóźnienie na opisywanych powyżej kontraktach będzie mieściło się w graniach przyzwoitości. Chociaż tak na dobrą sprawę obecnie z terminami może wydarzyć się wszystko, więc drogi te traktować w kategoriach „jak będą to będą”.

Powiązane artykuły