Ile zostało Opla w Oplu na przykładzie Mokki i Crosslanda X

W samochodach Opla na pierwszy rzut oka nie zaszła w ostatnich latach rewolucja – błyskawica robiąca za logo na masce jest, podobnie jak żółty kolor w reklamach. Jednak włączenie marki Opel do grupy PSA, zawierającej Peugeota, Citroena i DS, to jedna z największych zmian w jej historii. Jak bardzo odczuwalna?

Ostatnio nadarzyła mi się okazja, by się o tym przekonać na własnej skórze. Umówiłem bowiem do testów dwa Ople – Mokkę X i Crosslanda X, a odbiór drugiego następował natychmiast po oddaniu pierwszego. Warunki do porównań były zatem pierwszorzędne. „Pyszne”, jak powiedziałby ględzący Pertyn – a to z tego względu, że Mokka X debiutowała na rynku w 2012 roku, kiedy o mariażu z PSA nawet jeśli ktoś w Oplu myślał, to przynajmniej nie mówił o tym głośno. Crossland X jest samochodem podobnym do Mokki gabarytowo, ale będącym już owocem biznesowej miłości PSA i Opla.

O pierwszych różnicach mogłem przekonać się jednak już na jakiś czas przed odebraniem kluczyków do pierwszego z wymienionych wyżej samochodów – wystarczyło, że rzuciłem okiem na katalogi obu modeli. Mokka X posiada jeszcze typowo Oplową paletę silników benzynowych, gdzie królują jednostki czterocylindrowe z 1.4 Turbo 140 KM. Z kolei w Crosslandzie X nie są one w ogóle obecne, a w zastępstwie przygotowano trzycylindrowe 1.2 82 KM i 1.2 Turbo 110/130 KM – czyli identyczne, jakie spotkać można w Peugeotach czy Citroenach. Tam tylko słowo „Turbo” jest tłumaczone na „PureTech”.

Przechodząc już do wrażeń z użytkowania – czy różnica w silnikach jest odczuwalna? Oczywiście że tak. Trudno aby nie była, gdy w jednym przypadku mamy jednostkę R3, a w drugim R4. W związku z większą ilością cylindrów 1.4 Turbo z Mokki bardziej podobało mi się pod kątem kultury pracy, dźwięku i zachowania na niskich obrotach. Z kolei 1.2 PureTech Turbo górowało nad większym silnikiem w kwestii ekonomiki jazdy, bo osiągało zauważalnie niższe spalanie. Biorąc jednak pod uwagę różne „budy” do których jednostki zostały wstawione, a także fakt, że 1.4 Turbo dostałem w wersji z automatem, a 1.2 Turbo z manualem – nie będę oceniał który silnik jest lepszy, bo jest to niemożliwe. Generalnie obie jednostki dawały radę i wybierając dowolną z nich do rodzinnego kanapowozu – nie spoglądałbym tęskno w kierunku drugiej. Jeszcze większe trudności miałbym w ocenie właściwości jezdnych – wszak mamy do czynienia z zupełnie innymi konstrukcjami i nie da się określić w jakim stopniu grupa PSA przyczyniła się do tego, że Crossland X jest trochę miększy, niż Mokka X. Tak samo nie można porównywać wyglądu obu modeli, bo Crossland nie jest bezpośrednim następcą Mokki. Charakterystyczny kształt grilla w obu modelach jest jednak obecny i nawet z zaklejonym znaczkiem łatwo byłoby odgadnąć markę. (na wszystkich poniższych zdjęciach najpierw Mokka X, później Crossland X)

Większe pole do popisu w kwestii porównań obecne jest w kabinach obu samochodów i w rozwiązaniu sposobu obsługi – czyli patrząc na sprawę realnie, jednej z najważniejszych kwestii we współczesnych crossoverach, najbardziej (wraz z wyglądem zewnętrznym) mogących je wyróżnić. I tutaj już mogę wymienić konkretne przykłady unifikacji. System inforozrywki – w Mocce X jest jeszcze ten stary, Oplowy, z jasnym interfejsem. W Crosslandzie X obecne jest to samo oprogramowanie co z Peugeotach czy Citroenach, tylko z leciutko zmodyfikowaną szatą graficzną. Osobiście jestem większym fanem klasycznego IntelliLink Opla, bo bardziej podoba mi się ono pod kątem estetycznym, ma lepiej akcentującą drogi główne mapę, trochę bardziej przejrzysty interfejs i zapamiętuje ostatnie źródło dźwięku (w nowym systemie zawsze domyślnie startuje radio FM). Tutaj moim zdaniem różnie mogłyby być większe – nie mówię nawet o jakimś kompletnym przemodelowaniu menu – niech chociaż zostanie możliwość wyboru oryginalnego, jasnego motywu.

 

Podobnie unifikację widać w systemie parkowania, który jest identyczny dla całej grupy PSA. Oznacza to, że kamera cofania ma jakość, która w niewielkich kamerkach telefonów komórkowych uchodziłaby za przeciętną w 2010 roku, a na dodatek obraz przez nią generowany nie jest płynny. Jakości kamery Mokki X też nie określiłbym terminem „HD”, ale tam przynajmniej z płynnością nie ma problemów. Poza tym takie same są klamki czy sterowniki szyb i lusterek.

Inne elementy w Crosslandzie X są już typowo Oplowe, tzn. chociażby panel klimatyzacji oparty jest o w pełni fizyczne przyciski i pokrętła. Komputer pokładowy między zegarami jest obsługiwany z poziomu lewej manetki – identycznie jak w Mocce X. Interfejs tego komputera jest też w obu modelach bardzo zbliżony. Na kierownicy różnice pomiędzy modelami są trochę większe – ale filozofia obsługi jest zachowana, po prostu ta z Crosslanda X sprawia wrażenie odświeżonego projektu z Mokki X. I dobrze, bo w Mocce mamy jeszcze wieniec pamiętający pierwszą dekadę XXI wieku i debiutującą wtedy Insignię.

Poza tym ogólny design kokpitów, charakterystyczne płynne linie deski rozdzielczej, czcionki, dźwignia hamulca ręcznego, włącznik świateł – tutaj większych różnic nie zaobserwowałem. Generalnie w Crosslandzie X przebywa się pod kątem klimatu i sposobu obsługi jak w Mocce X. I mnie to wystarcza, ponieważ współczesne crossovery popularnych marek są robione w zbliżony sposób, jeśli chodzi o sposób prowadzenia. Nie spotkałem jeszcze samochodu tego typu, który jakoś diametralnie odróżniłby się od reszty np. stylem pokonywania zakrętów. Większość aut to przyjemne wozidełka, które w odpowiednim komforcie dowiozą do celu. Różnice zaczynają się w wyglądzie, sposobie obsługi, dopasowaniu do charakteru nabywcy – bo to w końcu samochody lifestyle’owe. No i oczywiście ceny, ale to temat na zupełnie inny artykuł.

Odpowiadając jednak na pytanie postawione na początku tego tekstu – osobiście wywołujących światopoglądowe trzęsienie ziemi różnic nie odczułem. Największe występują w zakresie jednostek napędowych i w tym, że nowe Ople pozbawione są napędu 4×4, a w Mocce można go domówić. Nie mam jednak żadnej pewności, że patrząc na trendy rynkowe i fakt, że prawie nikt nie chce 4×4 w małych crossoverach – Opel będący częścią General Motors nie poszedłby dokładnie taką drogą, jak z PSA. W kwestii „feelingu” dalej idzie swoją ścieżką – dlatego podróżując oboma Oplami czułem w podobnym stopniu, że jadę Oplem.

Powiązane artykuły