Kiedy pojechać na Mazury, żeby nie ugrzęznąć za TIRem?

Testowanymi na Wjechało samochodami nieraz udaję się na tereny Warmii i Mazur. Pewnie jeszcze niejeden raz tam jako kierowca zagoszczę, bo w Polsce trudno jest znaleźć miejsce o tak dużym zagęszczeniu fajnych dróg. Kiedy i jak można wycisnąć z nich maksimum potencjału?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, przygotowałem 5 porad, które wynikają z mojego doświadczenia wielokrotnych wizyt na mazurskich drogach. W lato, w zimę, w dni pracujące, w weekendy, na drogach krajowych, wojewódzkich i lokalnych. I w związku z tym, uważam, że:

1. Największym zagrożeniem są ciężarówki

Podczas rekreacyjnej jazdy jednym z istotnych aspektów jest podziwianie widoków. Lasy, łąki, ładne drogi przed nami. Przy tych elementach można postawić zielony ptaszek. Za to przy plandece naczepy litewskiego tira zdecydowanie trzeba postawić czerwony krzyżyk. Na Mazurach generalnie panuje mały ruch i zdarzają się sytuacje, gdzie przez kilka kilometrów nie spotykamy żadnego innego samochodu. Ale jeśli się spotyka, to jest duże prawdopodobieństwo, że będzie to ciężarówka.

Nie musi być litewska i „tradycyjna”, by irytowała. Przewóz drewna, zwierząt – to często zdarza się na mazurskich drogach. Takie zestawy są monstrualne, a przy geometrii drogi wyprzedzenie ich bez naprawdę szybkiego samochodu jest trudne. Czasami nawet konkretna fura nie pomoże, bo ciągle mamy przed sobą zakręty. Moja rada zatem brzmi: jeśli jedzie się za ciężarówką i nie zostawiło się w domu włączonego żelazka – lepiej odpuścić. Leśnych parkingów, małych miejscowości, bocznych dróżek gdzie można zjechać nie brakuje. Warto odczekać kilka minut, rozprostować się, poszukać grzybów, popatrzeć na las. I dopiero ruszyć dalej. Ta rada nie tyczy się osób, którym snucie się za TIRami nie przeszkadza. Mnie podczas wypraw w poszukiwaniu najlepszych dróg w Polsce to irytuje – stąd propozycja.

2. Drugim zagrożeniem są turyści

„Warszafka” to zaraz po ciężarówkach, drugi największy wróg fanów mazurskich dróg. Gdy nadchodzi okres wakacyjny, pustawe przez resztę roku okolice północno-wschodniej Polski zaludniają się tymczasowo wczasowiczami, głównie w samochodach z rejestracjami W-cośtam. Trudno im się dziwić, bo Mazury są bliżej dla Mazowsza niż np. morze czy góry, a świetnych miejsc do wypoczynku na nich nie brakuje.

Fakt jednak zostaje, że jeśli ktoś planuje wymarzoną wycieczkę samochodową do województwa warmińsko-mazurskiego i może pozwolić sobie na pewną dowolność w kwestii terminu– niech zaznacza w kalendarzu kwiecień/maj/pierwszą połowę czerwca/wrzesień/październik. Może wtedy liczyć na przynajmniej niezłą pogodę i minimalny ruch.

3. Dobry asfalt = drogi krajowe

Stan dróg w Polsce się poprawia. Nieraz można już spotkać drogi lokalne z równymi jak murawa na Camp Nou asfaltowymi dywanikami. Niestety na Warmii i Mazurach sytuacja wygląda trochę inaczej. Na podstawie swoich doświadczeń mogę stwierdzić, że jeśli chce się przejechać kilkanaście-kilkadziesiąt kilometrów po super nawierzchni – trzeba trzymać się dróg krajowych. Drogi niższej kategorii – nawet wojewódzkie – są często zaniedbane, remontowane doraźnie, nieraz też wąskie. Nie chcę generalizować, bo nie sprawdziłem każdego mazurskiego połączenia drogowego, ale na podstawie moich podróży – tak właśnie jest.

4. Warto szukać perełek

Nad jakością nawierzchni na drogach o niższych kategoriach niż DK wypada ubolewać tym bardziej, że nieraz to właśnie te miejsca oferują najpiękniejsze widoki i zakręty. Dobrym przykładem jest DW650 koło Węgorzewa. Nawierzchnia na niej jest w wielu miejscach po prostu fatalna. Prosto wyjęta z horroru posiadacza obniżonego samochodu. Ale poza tym ciągłe zakręty, okresowa jazda tuż nad brzegami jezior i niesamowite lasy sprawiają, że jest to droga zasługująca na maksymalną notę – jednak tylko wtedy, gdy ktoś nie nastawia się na ostre branie zakrętów, tylko jazdę 25 km/h i podziwianie widoków.

Dlatego o ile na główne cele przejażdżek rekreacyjnych po Mazurach polecam wybierać jednak drogi krajowe, to rekomenduję również wyznaczenie sobie kilku dróg wojewódzkich albo nawet lokalnych – tak dla sprawdzenia. Do przejechania po nich nawet 10 kilometrów. Nie powinniście tego żałować.

5. Kto rano wstaje…

…temu sarna z kabiny nie wystaje. Niewątpliwą zaletą mazurskich dróg jest możliwość obcowania z przyrodą. Przejażdżka kilkudziesięciu kilometrów po lasach, gdzie jedyną ingerencją człowieka zdaje się być wąska i kręta nitka asfaltu – to jedna z lepszych rzeczy, jakich można doświadczyć za kierownicą w Polsce.

Ale taka duża dzikość terenu ma też swoją mroczną stronę, która ujawnia się (nomen omen) po zmroku. Wtedy nasz zasięg widzenia ulega zmniejszeniu, a chęć zwierząt do przebiegania przez drogę – wręcz przeciwnie. Dlatego zdecydowanie polecam tak planować podróż, by drogi, które nas interesują „objechać” przy świetle dziennym. Jeśli nie da się wrócić do domu przed zmrokiem – lepiej tak zaplanować podróż, aby ciemności zastały nas w bardziej cywilizowanym terenie. Ja na Mazury jeżdżę z Warszawy i nieraz zdarzyło mi się, że ledwo po 7:00 byłem już w samochodzie. Nigdy na tym źle nie wyszedłem.

Tak wyglądają moje ogólne porady związane z mazurskimi drogami. Propozycje dobrych dróg – nie tylko w tej części Polski – regularnie wrzucam tutaj, dlatego zachęcam śledzić nowe posty.

Życzę szerokiej drogi 🙂

Powiązane artykuły