Garść porad jak jeździć hybrydą, by w pełni wykorzystać jej możliwości

Samochody z napędem hybrydowym nie są zdecydowanie przyszłością motoryzacji, a swoistym tworem przejściowym. Poligonem doświadczalnym dla producentów, którzy doskonalą technologię silników elektrycznych, gdy nie są one jeszcze w pełni gotowe na samodzielne napędzanie samochodów. Nie przeszkadza to jednak oszczędzać pieniędzy jeżdżąc hybrydą tu i teraz. Efekt ten można maksymalizować, stosując się do kilku wskazówek.

Nie będę w tym tekście analizował tego, czy dopłacanie do hybrydy się opłaca, czy ile trzeba jeździć, aby wyjść na swoje. Skupię się na poradach dotyczących ekonomicznej jazdy już zakupioną hybrydą, a konkretnie różnych jej aspektów.

Teren do jazdy

Ten punkt wypada traktować trochę z przymrużeniem oka, bo hybrydy to samochody w pełni uniwersalne, które po wyjeździe za teren zabudowany nie wrzucają automatycznie hamulca ręcznego, odmawiając dalszej jazdy. Auta te jednak w trasie nie mogą wykorzystać pełni swojego potencjału, ponieważ możliwość jazdy wyłącznie korzystając z silników elektrycznych ma miejsce przy niższych prędkościach. Np. na autostradzie przy 140 km/h silniki elektryczne będą pełnić funkcję wyłącznie wspomagająca, a jednostka spalinowa w największym stopniu odpowiadać będzie za wprawianie nadwozia w ruch. Fakt jednak zostaje, że jeśli chcemy oszczędnie jeździć hybrydą – należy robić to przede wszystkim w terenie zabudowanym.

Hamowanie

Silniki elektryczne w samochodach hybrydowych ładowane mogą być na dwa sposoby – albo poprzez odzyskiwanie energii z hamowania, albo poprzez dodatkowe obciążenie silnika spalinowego. To drugie rozwiązanie nie jest najbardziej fortunne dla miłośników oszczędności, dlatego wypada maksymalizować to pierwsze. Jak zatem hamować? Ogólnie im dłużej tym lepiej, ponieważ umiarkowanie mocne hamowanie trwające 15 sekund, wytworzy łącznie więcej energii, niż punktowe i ostre danie „po heblach”. Większość samochodów hybrydowych zamiast obrotomierza ma wskaźnik, który pokazuje, kiedy czerpie się energię z akumulatorów, a kiedy je ładuje – warto na niego patrzeć.

Co nie oznacza, że spoglądanie na wskaźnik ładowania ma zwalniać z przestrzegania przepisów ruchu drogowego, zasad bezpieczeństwa czy dobrego wychowania. Bo urwanie 0,2 litra dzięki efektywnemu hamowaniu przed światłami na pewno będzie spoko, ale jeśli ktoś jadący za nami zwyzywa nas solidniej, niż Zbigniew Stonoga – lepiej jednak dać spokój. We wszystkim trzeba zachować umiar, a jeżdżąc bez wkurzania nikogo też da się nieźle ładować akumulatory.

Ruszanie

Silniki elektryczne hybryd nie dadzą rady rozpędzić samochodu przy ostrym wciśnięciu pedału gazu. Ale przy lekkim ruszeniu już tak, pozwalając silnikowi benzynowemu pozostać uśpionym. Warto o tym pamiętać i np. stojąc w korku, nie ruszać gwałtownie co chwilę, tylko maksymalnie spokojnie dotaczać się do samochodu przed nami. Tutaj oczywiście też wskazane jest zachowanie zdrowego rozsądku. Będąc pierwszymi na światłach trzeba wystartować na tyle dynamicznie, aby nie tamować ruchu. Wtedy jednostka benzynowa musi wkroczyć do gry.

Utrzymywanie prędkości

Samochody hybrydowe mają pewien próg prędkości, powyżej którego tylko na prądzie nie pojadą – zazwyczaj są to okolice 60-80 km/h. Nie przekraczając go, można jednak podróżować z wyłączonym silnikiem spalinowym przez pewien okres np. jadąc 50 km/h. Ochota hybrydy do takiego zachowania jest mocno uzależniona od stanu naładowania akumulatorów – przy pełnych bateriach będzie ona większa, a przy prawie pustych, silnik spalinowy będzie odpalał się przy każdym muśnięciu gazu.

Zakładając jednak, że baterie są na rozsądnym poziomie naładowania – warto trzymać się prędkości, która pozwala na korzystanie tylko z silników elektrycznych. Czasami 5 km/h robi różnicę, a przy odpowiednio delikatnym operowanie pedałem gazu można podczas takiej jazdy np. przez kilometr nie zużyć w ogóle benzyny. Później odpowiednie hamowanie przed światłami itd.

***

Generalnie warto jest eksperymentować – każda hybryda zachowuje się trochę inaczej i ma swoją specyfikę. Jednak ogólne zasady korzystania są podobne i to co napisałem powyżej sprawdzi się zarówno np. w KII, jak również w Toyocie. Na koniec powiem, że jazda samochodami hybrydowymi jest naprawdę fajna. Różne systemy ekonomizujące jazdę w postaci przyznawania listków czy gwiazdek mnie nie ruszają. To czy dostanę 1/4 czy 3/4 gwiazdki jest dla mnie równie istotne, co stan sieci autostrad na Tahiti. Ale ilekroć jeżdżę hybrydą – to walczę o jak najniższe spalanie. Nawet nie ze względów ekonomicznych, ale po prostu zabawa silnikiem elektrycznym i spalinowym sprawia mi frajdę. Mam nadzieję, że powyższe porady przyczynią się do tego, aby Wam też jazda samochodem hybrydowym zgodnie z jego przeznaczeniem, sprawiała przyjemność.

Powiązane artykuły