Czy w kryzysowej sytuacji wciskać hamulec do oporu i dlaczego tak?

Ostatnio miałem okazję wziąć udział w wydarzeniu organizowanym przez Volvo, gdzie jedną z atrakcji była możliwość bliskiego zapoznania się z płytami poślizgowymi i szarpakami. Ponieważ jestem zwykłym zjadaczem kilometrów, a jakieś szkolenia zaawansowanych technik jazdy odbywałem co najwyżej na PlayStation – było to dla mnie ciekawe doświadczenie, które zmieniło moje postrzeganie na jedną z kwestii.

Dokładnie mam tu na myśli sposób hamowania, gdy współczesny samochód traci przyczepność i wpada w poślizg. Kiedyś w takiej sytuacji kierowca musiał zachować umiar we wciskaniu pedału hamulca. Sam miałem kiedyś taką przygodę, jadąc swoim byłym autem, w którym żadne trzyliterowe bajery na pokładzie się nie znalazły – dojeżdżam do ronda, wciskam hamulec i…jadę dalej. Po chwilowej panice na pokładzie, na szczęście nie brnąłem w poślizg wywołany zblokowaniem kół, tylko odpuściłem hamulec, samochód przestał być bezwładnym pociskiem, ja skorygowałem tor jazdy i normalnie pokonałem rondo.

I tego typu doświadczenia u niejednej osoby mogły wyrobić pewien nawyk, że hamulec do podłogi w sytuacji kryzysowej może zabrać kontrolę nad samochodem i lepiej wciskać go tylko trochę, próbując innych technik ratunkowych. W przypadku współczesnych samochodów – takie postępowanie ma sens, ale dla bardzo ograniczonej grupy osób. Takich, które naprawdę potrafią prowadzić. Np. kierowców rajdowych, dla których hamowanie lewą nogą i kontrola auta w poślizgu to rzeczy równie oczywiste, co umycie zębów po śniadaniu. Oni faktycznie mogą wykorzystywać swoje ponadprzeciętne umiejętności, aby uratować sytuację.

Zwykły kierowca po 30-godzinach kursu, głównie w mieście – już nie bardzo. Na wspominanym na wstępie wydarzeniu Volvo mogłem potestować zachowanie samochodu na płycie poślizgowej i szarpaku. Na płycie przede mną pojawiały się w losowych miejscach kurtyny wodne. Moim zadaniem było je ominąć i jak najszybciej się zatrzymać. Czasami się to udawało, czasami nie – ale polecenia instruktora, żeby zawsze wykonywać te manewry z hamulcem wciśniętym do oporu, ani razu nie utrudniły mi życia. Gdy pojawiła się przeszkoda, pomimo ostrego hamowania, samochód wciąż był sterowny. Mogłem ominąć przeszkodę, a elektronika dbała o to, abym zrobił to z jak najmniejszą prędkością i mając jak największą kontrolę nad pojazdem.

Na szarpaku sytuacja była identyczna. Spróbowałem wyratować samochód bez wciskania hamulca na maksa. Prawie mi się udało, ale czas w którym próbowałem i w którym opóźniłem hamowanie sprawił, że zatrzymałem się daleko od miejsca rozpoczęcia manewru. Gdy momentalnie wciskałem hamulec do oporu – też moja skuteczność nie była pełna. Czasami samochód wracał na właściwe tory, czasami obserwowałem przez przednią szybę widoki, które jeszcze chwilę wcześniej widziałem w lusterku. Ale nawet jeśli nie udało mi się wyprowadzić auta z poślizgu, kończyłem gdzieś w hipotetycznym rowie znacznie bliżej niż w wariancie bez hamulca, lądując tam ze znacznie mniejszą prędkością.

Ja sobie te nauki wziąłem do serca. Jeśli jedzie się jakimś starszym autem bez systemów – wbicie hamulca do oporu nie jest idealnym pomysłem. Obecnie jednak praktycznie każde nowe auto wyposażone jest w systemy stabilizujące tor jazdy. One działają z pełną mocą, gdy rozpoczyna się hamowanie awaryjne. A ono rozpoczyna się po maksymalnym wciśnięciu pedału. Ja jadąc jakimś nowym autem będę o tym pamiętał. Wam też radzę.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Powiązane artykuły