Poszukiwanie łączenia województw w Ford Tourneo Connect Grand – TEST

Ford Grand Tourneo Connect – jak sama nazwa wskazuje, model ten ma łączyć. Szukając zatem miejsca, gdzie można się nim wybrać w podróż testową, postanowiłem znaleźć punkt na mapie, gdzie łączą się dwa województwa. A gdy zobaczyłem, że tuż przy nim znajduje się miejscowość o działającej na wyobraźnię nazwie Grochówka – wiedziałem już, gdzie się udać.

Zanim o wrażeniach z jazdy opowiem, wypada odpowiedzieć na porcję pytań o Fordzie – takich, na które ktoś zainteresowany tym samochodem chciałby poznać odpowiedź, albo chciałby, ale jeszcze o tym nie wie.

1. Czy minivan może być ładny?

Samochody takie, jak Tourneo Connect nie wygrywają motoryzacyjnych konkursów piękności. Nie wisiały w latach 90-tych na ścianach młodych chłopców, nie występują obecnie na ekranach smartfonów w formie tapet. Minivany przez swoje dążenie do maksymalizacji pojemności są skazane na bycie pudełkami na kołach.

Ale Ford pokazał, że pomimo swoich naturalnych ograniczeń, auto tego typu może wyglądać ładnie. Nie urzekająco czy sensacyjnie. Po prostu ładnie – bo patrząc na ten samochód z przodu nie można odmówić mu sporej ilości przetłoczeń z przodu, opadającej maski, zadziornego grilla. I tego, że wszystkie te elementy pasują do siebie. Z tyłu wiadomo – robi się bardziej standardowo, ale jako całość testowany Ford to dowód, że minivan, przy rozsądnym podejściu, może się podobać.

2. Jak Tourneo Connect jest oświetlony?

Z przodu w testowanym egzemplarzu zamontowano ksenony, które połączone zostały z LED’ami do jazdy dziennej. Opcja ta wymaga dopłaty w każdym egzemplarzu Tourneo Connect, w wysokości 2700 zł. Z tyłu już żadnego pola do manewru nie ma – w kloszach siedziały tradycyjne żarówki.

3. Czy po wnętrzu widać wiek konstrukcji?

Testowany Ford wygląda całkiem przyjemnie z zewnątrz, ale taką aparycję zawdzięcza głównie liftingowi, który przeszedł w 2017 roku. Kuracje odświeżające zazwyczaj pozwalają na mniej w przypadku kabin samochodów, a wnętrza same w sobie starzeją się szybciej, niż nadwozia. I czuć to w Tourneo Connect, gdy popatrzy się chociażby na pamiętającą minioną dekadę kierownicę albo malutki jak na dzisiejsze standardy ekran LCD. Kabina Tourneo Connect broni się jednak całkiem przyjemnym i bogatym w przetłoczenia projektem, dzięki czemu nie jest w niej nudno.

4. Jak prosta jest obsługa testowanego modelu?

Mnie nie sprawiała ona problemu. Pomimo starego wzoru kierownicy, z gorzej niż w tych nowych rozplanowanymi przyciskami, wciąż łatwo mogłem obsługiwać komputer pokładowy. Podobnie trudności nie miałem z systemem inforozrywki SYNC. Oprogramowanie to uważam za bardzo udane, oparte o duże ikony czy klarowny ekran startowy. W Tourneo Connect dostajemy wszystko co, co w innych Fordach SYNC ma najlepszego – tylko pomniejszone, ze względu na mniejszy ekran.

5. Czy Tourneo Connect podświetlony jest jak na Forda przystało?

Tak, co oznacza, że mamy w nim błękitny kolor podświetlenia instrumentów pokładowych. Osobiście nie jestem jakimś wielkim fanem tej barwy, ale muszę jej oddać, że jest na tyle neutralna, że co najwyżej mogę mieć do niej właśnie taki stosunek – neutralny. Żadnych dekoracyjnych źródeł światła w testowanym egzemplarzu Ford nie przewidział.

6. Jak wypada Ilość miejsca z tyłu?

Samochody pokroju Tourneo Connect nie kupuje się dla zachwytów sąsiadów, ani by pojechać nimi pod dyskotekę w sobotni wieczór. Kupuje się je dla przestrzeni. I testowy Ford ją zapewnił. Przy swoich 185 cm wzrostu w drugim rzędzie siedzeń obojętnie które z trzech dostępnych miejsc bym zajął – na nogi miałem spory zapas miejsca. Nad głową było jeszcze lepiej i musiałbym mieć chyba z 2,10 cm, aby dotykać głową podsufitki. W trzecim rzędzie siedzeń nie było gorzej – ale tylko wtedy, gdy odsunąłem fotele w nim maksymalnie do tyłu. Wtedy też mogłem tam spokojnie się rozprostować. Odbywało się to oczywiście kosztem bagażnika – ale gdybym był w stanie go poświęcić, to gdyby mnie sklonowano, moich 6 kopii mogłoby podróżować ze mną siedzącym za kierownicą. I żaden z nas by nie narzekał.

7. Ile można zmieścić w bagażniku?

Wszystko zależy od ułożenia trzeciego rzędu siedzeń. Niestety Tourneo Connect Grand nie oferuje możliwości ich całkowitego demontażu – można jedynie je złożyć i zamaskować dostępnymi matami. Jednak przy rozłożonych siedzeniach i maksymalnie dosuniętych do przodu – wciąż dostaje się słuszne 560 litrów. Przy złożonych – mamy około 1500 litrów, więc przestrzeni w tym aucie zdecydowanie nie brakuje.

8. Ile ten samochód kosztuje?

Najtaniej Tourneo Connect w wersji Grand kupić można za 97 539 zł w wersji Trend i za 105 596 zł za odmianę Titanium z bazowym silnikiem diesla 1.5 EcoBlue 100 KM. Egzemplarz testowy zaliczał się do wyższej wersji wyposażeniowej, która w standardzie oferuje chociażby panoramiczny dach, aluminiowe felgi, elektrykę szyb i lusterek, czujniki parkowania z tyłu czy dwustrefową klimatyzację. Nie jest więc źle. W bohaterze tego tekstu pod maską znalazł się mocniejszy wariant silnikowy, który z pojemności 1.5 generuje 120 KM, połączony z automatem. Głównie te dwa elementy wpłynęły na fakt, że finalnie testówka kosztowała około 125 000 zł. Na cenę w mniejszym stopniu oddziaływały też domówione ksenony czy nawigacja.

Trochę o Tourneo Connect już wiadomo, czas ruszyć w drogę…

Zanim jednak obrałem kurs na Grochówkę, musiałem jakoś wydostać się z Warszawy. W przypadku Tourneo Connect największym problemem w przypadku jazdy miejskiej zdają się być gabaryty nadwozia, ale muszę przyznać, że finalnie nie było z nimi wcale tak źle, jak się spodziewałem. Gdy patrzyłem na tę furę z zewnątrz – łapałem się za głowę i chciałem obklejać jej zderzaki gąbkami. Jak przyszło co do czego – pudełkowate nadwozie naprawdę ułatwiało manewrowanie i sprawiało, że gdy pokręciłem się trochę po ciaśniejszych przestrzeniach, nie czułem się jak w segmencie A, ale całkiem sprawnie się w nich odnajdowałem.

Niestety nie poprę tego żadnym zdjęciem samochodu, ponieważ moja podróż testowa miała miejsce w poranek niedzieli niehandlowej. Na parkingach centrów handlowych mógłbym zatem rozstawić bramki i zacząć grać mecz 8 na 8 i łatwiej znalazłbym chętnych na sparing, niż miejsce zastawione samochodami. W innych dniach testu takowe znalazłem, więc musicie uwierzyć mi na słowo. W innych aspektach jazdy miejskiej silnik obecny pod maską, czyli 1.5 EcoBlue 120 KM dawało radę. Nie oferowało wrażeń nawet zbliżonych do wbicia w fotel, ale pozwalało mi spokojnie wykonywać wszelkie miejskie manewry i nawet z poważniejszym załadowaniem nadwozia, pewien zapas „pary” Tourneo Connect jak sądzę by miało. Spalanie, które uzyskałem wyjeżdżając z Warszawy tego dnia nie miało wiele wspólnego z rzeczywistością i wyniosło 5 litrów. Bardziej miarodajne wyniki, które uzyskiwałem w dni pracujące oscylowały wokół 8 litrów.

Wjazd na autostradową obwodnicę Mińska Mazowieckiego pozwolił mi zweryfikować, jak samochód zachowuje się przy wysokich prędkościach. Pod kątem dynamiki, znośnie (jak na 120 KM) było do 120 km/h. Powyżej tej wartości Tourneo Connect Grand oczywiście dalej zwiększał prędkość, ale było to tempo, przy którym trzeba było sprzyjających warunków, by wskakiwać na lewy pas. Nie można było tego zrobić „ot tak”. Po osiągnięciu 140 km/h spalanie testowanego modelu stabilizowało się na poziomie oscylującym wokół 8,5-9 litrów, a samochód zachowywał się wtedy stabilnie. Nie trafiłem akurat tego dnia na ogromną wichurę, ale przy prędkościach autostradowych zawirowania powietrza zawsze się pojawiają – nie zmuszały mnie one jednak do wykonywania kontr na kierownicy. Jechało mi się bezstresowo.

Droga krajowa 2 pomiędzy Mińskiem Mazowieckim i Siedlcami była wyjątkowo prosta i o ile w jakimś nacechowanym sportowo aucie mogłoby mi to przeszkadzać, tak w Tourneo Connect – w żaden sposób. Bo i tak nastawiałem się w jego przypadku na leniwą, spokojną podróż. Zgodną z tym, do czego to auto zostało stworzone. Oczekiwałem też dużego komfortu – i go otrzymałem. Na to, by było mi wygodnie pracowały fotele. Zapewniające praktycznie żadne trzymanie boczne, ale miękkie i naprawdę wygodne. Zawieszenie również dbało o poczucie mojego komfortu. Zapewniało ono pewną porcję sprężystości i czuć było w nim trochę Fordowego DNA – nie było ono wyjątkowo miękkie, jak zdarza się np. u francuskiej konkurencji. Wciąż jednak należało do grona tych zawieszeń, przy których samochody raczej płyną po drodze. Za taki stan rzeczy nie można chwalić tylko amortyzatorów, ponieważ dosyć grube opony też wpływały na sprawne neutralizowanie zagrożeń.

W ten odprężający krajobraz dobrze wpisywała się ksrzynia biegów, czyli 8-biegowy automat. Wymaga on dopłaty 7000 zł, co jest dosyć standardową, ale wciąż niemałą ceną. Jeśli ktoś jednak chce stworzyć z Tourneo Connect Grand maksymalnie nieangażujący środek lokomocji, to otrzyma za tę kasę udaną konstrukcję. Przez kilkadziesiąt dotychczas pokonanych kilometrów ani razu praktycznie nie dała ona o sobie znać – ani szarpnięciem, ani złą reakcją. Nie była to najszybsza przekładnia na rynku, ale w minivanie z silnikiem 120 KM tylko szaleniec traktowałby to jako wadę.

Wjeżdżając do Siedlec, po około 30 kilometrach jazdy pozamiejskiej z prędkościami 50-60-90 km/h, komputer pokładowy pokazywał spalanie równe 5,3 litra. Za Siedlcami postanowiłem zobaczyć z drogi krajowej i poszukać większego urozmaicenia. Znalazłem je w postaci ciekawszych zakrętów, dzięki czemu mogłem ocenić układ kierowniczy. Jego zadaniem jest przede wszystkim unikać gwałtownych reakcji samochodu – dlatego zachowuje się on trochę gumowo i z pewnym opóźnieniem przenosi obrót kierownicą, na koła. Stawia on jednocześnie na tyle zauważalny opór i jego „gumowość” jest na tyle rozsądnie dobrana, że normalne pokonywanie zakrętów w Tourneo Connect Grand jest całkiem przyjemne. Nie tak przyjemne jak w niskich i mniejszych osobówkach, ale jak na minivana – jest naprawdę spoko.

W końcu udało mi się dotrzeć na złączenie granicy województw – mazowieckiego i lubelskiego. Zdjęcie z tego miejsca zobaczyć możecie powyżej. Gdy już zrobiłem w tym miejscu Fordowi pamiątkową fotkę, skierowałem się ku Grochówce, do której prowadziła naprawdę wyboista droga. O ile na górskich partiach zakrętów mógłbym trochę żałować, że siedzę w Tourneo Connect – o tyle na tak nierównej nawierzchni bardzo mi to pasowało, bo po prostu większości nierówności nie czułem.

Znak z napisem „Grochówka” występuje jedynie na DK2 – robienie sesji fotograficznej na jej poboczu zdecydowanie nie byłoby dobrym pomysłem, dlatego postanowiłem skręcić z głównej drogi i zrobić testówce finalne zdjęcie z widokiem na miejscowość. Tourneo Connect Grand dowiózł mnie do celu, nie powodując zmęczenia ani irytacji na żadnym polu. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że do tego typu podróży np. z rodziną, jest to samochód bardzo dobry. Pod jednym warunkiem – że dla kogoś 120 KM będzie wystarczające. Przy spokojnym stylu jazdy niezaładowanym samochodem, dla mnie taka moc była OK. Gdybym jechał autem z kompletem pasażerów, mogłoby być różnie. Ponieważ jednak nie zanosi się, by Ford rozszerzył paletę silników – osobom szukającym 7-osobowego minivana Tourneo Connect Grand ostatecznie polecam, ale najpierw rekomenduję dokładnie przeanalizować swój temperament za kierownicą i czy 100/120 KM będą z nim należycie współgrały.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze