Ford Ranger Raptor – bestia z mniej godnym potwora sercem

Czasami widzi się reklamę danego produktu i od razu człowiek myśli sobie „ale fajne, chciałbym to mieć”. Ja tak miałem w przypadku Forda Ranger Raptor. A później spojrzałem na specyfikację wersji przeznaczonej na polski rynek i czar trochę prysł.

Dobre pierwsze wrażenie zbudowała europejska strona dla mediów z informacjami o Rangerze, która przywitała mnie hasłem „Tow whatever the hell you want!”, co w naszym języku można przetłumaczyć jako „Holuj cokolwiek do diabła chcesz!”. W polskiej wersji brzmi to zdecydowanie mniej „cool”, ale w oryginale jest super. Skoro tak promowany jest cały model, to Raptor – czyli jego najostrzejsza odmiana – musi być naprawdę super. Hardcore’owa i mało rozsądna w kwestii jednostki napędowej.

Później zobaczyłem tę reklamę:

I jeszcze bardziej byłem nowym Fordem Ranger zaciekawiony. Później rzuciłem jednak okiem na katalog, żeby dobrać się do informacji o silniku, jaki znajdzie się pod maską. Nazwa Raptor, w połączeniu z ciekawym hasłem reklamowym sprawiała, że oczekiwałem bulgoczącego i pijącego nieprzyzwoite ilości paliwa V8. Tymczasem zobaczyłem diesla 2.0 EcoBlue 213 KM. Silnik na pewno bardzo fajny i uniwersalny, ale nie pasujący do wyobrażenia Raptora w mojej głowie. Niestety współczesne realia wyglądają tak, że na szalone ruchy w tematach układów napędowych producenci samochodów mogą pozwolić sobie coraz mniej. Przyjmując do wiadomości obowiązujący stan rzeczy i patrząc na topową odmianę Rangera racjonalnie – ujrzałem jednak naprawdę ciekawego pickupa.

Przede wszystkim wyglądającego bojowo. Ogromna ilość czarnych dekoracyjnych elementów i równie imponujących rozmiarów napis Ford sprawiają, że nawet z klekotem pod maską takiemu Fordowi niewiele samochodów będzie mogło podskoczyć w kategorii „przyciąganie uwagi na ulicy”. Jeśli ktoś kupi Raptora w innych celach, niż robienie zamieszania – też nie powinien się zawieść, patrząc na modyfikacje typowo terenowe. Cały samochód oparty jest na ramie z wysokowytrzymałej stali niskostopowej, która ma według Forda wytrzymać obciążenia wyścigów terenowych.

Aby auto mogło przemieszczać się w terenie ze sporymi prędkościami, wyposażone jest ono też w stalowe osłony podwozia, elektroniczną blokadę mechanizmu różnicowego tylnej osi i specjalnie zaprojektowane dla tego modelu opony 17” firmy BF Goodrich. Dostosowane do jazdy off-roadowej jest też zawieszenie, a prześwit do 28,3 cm, głębokość brodzenia wynosząca 85 cm, kąt najazdu 32,5 stopnia, rampowy i zejścia 24 stopnie to wartości, z którymi trzeba się liczyć.

Silnik diesla, pomimo mało działającej na wyobraźnię pojemności i ilości cylindrów, też daje radę. 2.0 EcoBlue w podwójną turbiną generuje słuszne 213 KM i zapewnia moment obrotowy 500 Nm. To wszystko połączone jest z 10-stopniową automatyczną skrzynią biegów. Wrażenia z jazdy z takim zestawem na pewno będą bardziej, niż przyzwoite. Za niewątpliwą przyjemność jazdy Fordem Rangerem Raptor zapłacić trzeba 199 050 zł – co przy popularności pickupów w Polsce sprawi, że będzie to pewnie rzadziej spotykany model na naszych ulicach, niż np. Ferrari.

Powiązane artykuły