Gdyby na Ziemi mieszkali giganci, to byłaby droga dla nich

Podróżując ostatnio po Mazurach natknąłem się na drogę, która sprawiła, że zacząłem zastanawiać się nad tym, czy przed chwilą podczas jazdy nie otworzył się przede mną tunel czasoprzestrzenny, a ja znalazłem się w innej rzeczywistości. Finalnie okazało się, że jednak wszystko zostało po staremu, ale i tak fragment DW 604 był jedną z najdziwniejszych dróg jakie spotkałem w życiu.

Drogi generalnie są za wąskie. W mieście, stojąc w popołudniowym korku większość osób marzy o posiadaniu możliwości teleportacji. Część pewnie myśli, że fajnie byłoby mieć czołg albo chociaż wyrzutnię rakiet, aby – jak to mawiali w Kapitanie Bomba – zrobić porządek. Ale na pewno są też tacy, którzy chcieliby po prostu dodatkowego pasa. To samo można powiedzieć o jednojezdniowych drogach krajowych czy drogach ekspresowych, gdzie nie ma więcej niż dwóch pasów w każdą stronę – czyli w polskich realiach na większości. Jednak jest miejsce, gdzie słowo „wąski” nie istnieje. Gdzie używanie terminu „mały” jest niestosowne. To miejsce widzicie na zdjęciu poniżej:

Jest nim fragment Drogi Wojewódzkiej 604 pomiędzy Ruskowem a Przeździękiem Wielkim. Do pewnego momentu wszystko pod kątem gabarytów wygląda standardowo – ot normalny, jednojezdniowy szlak, jakich tysiące jest w Polsce. Nagle jednak, bez żadnego znaku ani wyjaśnienia droga rozrasta się do rozmiarów pasa startowego. Nie ma na niej wymalowanych pasów, ale spokojnie mógłby się tam zmieścić przekrój 2×2 z pasami o szerokości tych spotykanych na autostradzie.

Gdy zacząłem jechać po tym odcinku poczułem się naprawdę dziwnie. Leśna droga, żadnego samochodu po horyzont, a przede mną rozpościera się morze asfaltu. Moja konsternacja powiększyła się, gdy dostrzegłem parking na poboczu…który miał rozmiary, mogące pomieścić lekko licząc kilkanaście ciężarówek. W tym momencie serio zacząłem się rozglądać po okolicznych drzewach – sprawdzając czy one przypadkiem też nie mają po kilkadziesiąt metrów, a ja czy faktycznie nie znalazłem się w innym wymiarze. Takim, gdzie ludzie są kilkukrotnie więksi.

Z drzewami wszystko było OK, więc nieśmiało dalej rozejrzałem się po okolicy w poszukiwaniu jakiś znaków sygnalizujących obecność np. bazy wojskowej, która wymagałaby takiej drogi – nic nie znalazłem. Obserwacja satelitarna w Mapach Google też nie przyniosła rezultatów – w rozsądnej odległości wokół był tylko las. Opcja tranzytowa jakiś wielkogabarytowych przedmiotów też odpadała, bo zaraz za pasem startowym wracała wąska ulica, dodatkowo o fatalnej jakości nawierzchni. Jednej z najgorszych z jakimi miałem styczność, wymagającej nieraz jazdy z prędkością 5-10 km/h. Nikt o zdrowych zmysłach nie wybrałby tej drogi do przewożenia jakiś dużych elementów, mając jakąkolwiek alternatywę.

W końcu zajrzałem do Internetu i wszystko stało się jasne. Są w Polsce miejsca, nazywające się Drogowymi Odcinkami Lotniskowymi. Są to fragmenty dróg użyteczności publicznej, które w razie konfliktu zbrojnego mogą przeistoczyć się w awaryjne pasy do startu i lądowania wojskowych jednostek. Obecnie większość jawnych miejsc tego typu ulokowanych jest w północno-zachodniej części Polski, a część z nich straciła „użyteczność bojową” przez braki w modernizacji. Niektóre fragmenty dróg również pozwalają na lądowanie samolotów, ale ich przeznaczenia strzeże MON – całkiem słusznie, bo w ramach konfliktu zbrojnego nie wypada podtykać wrogom pod nos mapy z dopiskiem „tu bombarduj”.

Na chwilę obecną na szczęście żaden konflikt zbrojny w Polsce nie ma miejsca, więc drogi tego typu można traktować jako ciekawostki. Polecam będąc na Mazurach rzucić okiem na DW 604 – nawet pomimo protestów zawieszenia w samochodzie. Chociaż wytłumaczenie jej obecności jest bardziej prozaiczne, niż przeniesienie się w inny wymiar, wciąż jest to szalenie ciekawe miejsce do odwiedzenia.