Automatyczna skrzynia biegów – czy warto ją kupić? Argumenty za i przeciw

Automaty są bez wątpienia przyszłością motoryzacji, bo tylko tego typu przekładnie znajdują się w samochodach nie mających silnika spalinowego, a tych na drogach będzie stale przybywać. Na chwilę obecną jednak benzyny i diesle wciąż królują na rynku, a wraz z nimi możliwość wyboru. Czy zatem warto jest się na automat zdecydować?

Prześledźmy zalety i wady tego rozwiązania. Zacznijmy od pozytywnej strony:

+ Spokój w korku

Gęsty ruch terenu zabudowanego to miejsce, gdzie automat względem manualnej skrzyni błyszczy najbardziej. Jazda w korku generalnie jest irytująca, a gdy poza świadomością perspektywy bezproduktywnego spędzenia kilkunastu lub kilkudziesięciu minut w samochodzie, trzeba jeszcze co chwilę użerać ze sprzęgłem – poziom wkurzenia rośnie. Jadąc automatem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Może nie w 100%, bo wciąż trzeba gnić w samochodzie, którego wyprzedzają czasami osoby idące pieszo, ale obsługa auta sprowadza się do lekkiego wciskania i odpuszczania lewego pedału hamulca. Mniejsza irytacja, brak problemu z nieproporcjonalnym (jeśli nasze auto ma „twarde” sprzęgło) rozwojem mięśni w lewej i prawej nodze – same korzyści.

+ Większa płynność

Do listy korzyści podczas toczenia się w korku wypadałoby dodać też osiągnięcie lepszej płynności podróżowania. Uznałem jednak, że ten aspekt zasługuje na swój własny plusik. Istotne jest bowiem to, że skrzynie automatyczne pozwalają uzyskać lepszą płynność jazdy, niż manuale. Są na rynku oczywiście różne konstrukcje i niektóre bardziej pozwalają odczuć kiedy zmienia się bieg, inne mniej. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że żaden współczesny automat uśredniając nie zapewnia gorszej płynności w starciu z człowiekiem. Osobą, której może ześlizgnąć się lekko noga ze sprzęgła, która może trochę za mocno dodać gazu itp. Przewaga oprogramowania jest szczególnie widoczna w niższych partiach obrotów (do 3000-3500 rpm), gdzie w automatach praktycznie w dowolnym samochodzie biegi zmieniane są na tyle płynnie, że bez patrzenia na obrotomierz można powiedzieć, że niezauważalnie. Dopiero przy zmianie biegów przy odcince mniej dopracowane automaty dostają zadyszki – ale fakt zostaje, że i tak zazwyczaj zmieniają biegi płynniej niż np. ja bym to w takich warunkach robił.

+ Skupienie na jeździe

Pozwalają one też lepiej skupić się na jeździe. Parę razy miałem okazję pojeździć samochodem po torze – zarówno z manualem jak i automatem. Żaden ze mnie kierowca wyścigowy, więc w tym nowym otoczeniu brak konieczności zajmowania głowy zmianą biegów był bardzo przyjemny. Mogłem skupiać się na „apexach” zakrętów czy na tym, żeby nie zrobić przypału wbijając się gdzieś w bandę. Tor jest ekstremalnym przykładem, ale w codziennym ruchu brak konieczności myślenia o biegach też się przydaje. Podczas pokonywania fajnej partii zakrętów gdzieś na drodze wojewódzkiej dwie ręce obecne cały czas na kierownicy to nic złego. Podczas włączania się do ruchu konieczność jedynie wciśnięcia gazu też jest spoko.

+ Wystarczająca szybkość

Współcześnie na rynku można znaleźć szybko działające skrzynie, które montowane są już nie tylko w szybkich, sportowych samochodach. Np. kupując Golfa z 1.5 TSI można zamówić też DSG, które będzie wachlowało biegami bez zbędnej zwłoki. Wciąż jednak niektórzy producenci montują starsze konstrukcje odpowiadające za zmianę przełożeń, które szybkością nie grzeszą. Czuć to podczas jazdy, widać też w specyfikacjach gdy sprint do 100 km/h z manualną skrzynią biegów trwa np. 1,5 sekundy szybciej, niż z automatem. Czy jednak montaż takiej skrzyni dokucza podczas codziennej jazdy np. średniej wielkości SUV’em z silnikiem mającym moc 130 KM? Mnie w żadnym wypadku nie, bo w takim aucie i tak nie będę się ścigał i natychmiastowe, brutalne przyspieszenie nie jest moim priorytetem. Jedynie w jednym samochodzie skrzynia była tak kiepska, że mnie to irytowało – była to Skoda Citigo ze zautomatyzowaną przekładnią, którą jeździłem daaawno temu, bo w okolicach 2013 roku. Tam każda zmiana biegów była tak „przeciągnięta”, że to wkurzało. Od tego czasu ani razu żaden automat nie był dla mnie za wolny w normalnych zastosowaniach.

+ Możliwość dostosowania

Współczesne skrzynie mają w sobie masę elektroniki, która pozwala coraz częściej dostosować ich pracę do swoich preferencji. Ktoś chce ostrzej pojechać następne kilka kilometrów? Większość automatów wyposażona jest w sportowy tryb S. Potrzeba spokojniej, maksymalizującej oszczędzanie paliwa jazdy? Można w komputerze ustawić tryb eco, który stara się tak operować zachowaniem skrzyni i pedału gazu, by cel osiągnąć. Podczas jazdy w górach współczesne automaty też wyczuwają, w jakich warunkach się znajdują i trzymają wyższe obroty, optymalizując hamowanie silnikiem.

Jako, że nie ma rozwiązań idealnych, przyjrzyjmy się wadom omawianych przekładni.

– Są droższe

Tę kwestię postrzegam jako największy problem automatów. Wystarczy prześledzić dowolny cennik na stronie producenta by zobaczyć, że kupno automatycznej skrzyni biegów oznacza dodatkowy wydatek kilku-kilkunastu tysięcy złotych. Są to poważne kwoty, które każą zastanowić się czy lepiej jest mieć np. 30 KM więcej w silniku albo pięć przydatnych elementów wyposażenia, czy automatyczną przekładnię. I na to nie ma prostej odpowiedzi – zwłaszcza w gronie samochodów tańszych, gdzie cena gra rolę. Paradoksalnie tam, gdzie klienci mniej liczą się w pieniędzmi np. w segmencie premium, takich dylematów nie ma, bo manuale można połączyć tylko z małą częścią, najbardziej podstawowych silników.

– Zapewniają mniejszą kontrolę

Ten punkt wrzucam trochę z przymrużeniem oka, ponieważ zgadzam się z nim i rozumiem co osoby podnoszące temat kontroli mają na myśli, ale osobiście nie postrzegam tego jako wadę. Automaty faktycznie sprawiają, że mamy mniejszą kontrolę nad samochodem. Nie można „piłować” silnika przy maksymalnych obrotach, bo oprogramowanie samo po chwili zmieni bieg na wyższy. Nie można auta tak swobodnie holować. Nie można z „dwójki” od razu wrzucić „czwórki” w trybie sekwencyjnym. To wszystko są fakty – tylko czy świadczą one źle o automatach? Czy kupując zmywarkę automatyczną do naczyń wypada mieć do niej pretensje, że nie można samemu ustawić temperatury, jaką będzie miała woda podczas mycia albo żeby najpierw umyła talerze, a później dopiero kubki? Nie – i tak samo powinno się traktować automaty.

W tym miejscu powinienem jeszcze wspomnieć o kosztach napraw, które w przypadku współczesnych konstrukcji są duże. Jednocześnie serwis samochodów generalnie do tanich nie należy i byle spinka do zderzaka może kosztować nieadekwatne dużo, względem swojego wyglądu i skomplikowania. Automat, jeśli nie został skrzywdzony przez błędy konstrukcyjne ani podczas produkcji w fabryce, albo nie jest „zajechany” niewłaściwym użytkowaniem – powinien działać OK. A na pewno nie być diametralnie bardziej awaryjny niż manual. Dlatego kwestii kosztów napraw nie kwalifikuje ani na plus, ani na minus.

Sonda, w której zadaję pytanie „Czy po przeczytaniu tego tekstu uważasz, że autor lubi czy nie lubi automatów?” jest jak sądzę niepotrzebna. Jestem osobiście dużym zwolennikiem automatycznych skrzyń biegów i gdy dostaję jakieś auto do testów, to zawsze automat przyjmuję z radością. Lubię też jazdę z manualami, bo dobrze opracowana konstrukcja tego typu np. w modelach Hondy czy Mazdy, pozwala czerpać z używania jej naprawdę sporo przyjemności. Jednak w codziennym użytkowaniu komfort, który płynie z użytkowania samochodu z automatem wybija się na pierwsze miejsce. Dlatego jeśli kogoś stać i nie kupuje modelu, w przypadku którego automatyczna przekładnia ma fatalną reputację – moim zdaniem warto oddać komputerowi żonglowanie biegami.

Powiązane artykuły