Asystenci parkowania 360 stopni i nie zawsze są tacy 360

Elektroniczne systemy, które pomagają parkować to jedne z najbardziej przydatnych dodatków, jakie wprowadziła motoryzacja w XXI wieku. Kiedyś kupując duże auto z kiepską widocznością, trzeba było nabyć też najlepiej AC, manewrować wyjątkowo ostrożnie albo mieć zestaw genów, gwarantujących ponadprzeciętną orientację przestrzenną. Teraz mamy asystentów, zapewniających nieraz ochronę i widoczność w 360 stopniach. Czasami trzeba jednak przy takich stwierdzeniach postawić gwiazdkę.

Systemy, które nie przejmą za nas władzy nad kierownicą i nie zaparkują same, można podzielić na dwie sekcje.

1. Czujniki parkowania

Ich typy są różne – niektóre tylko pikają, inne wyświetlają na ekranie centralnym albo na zegarach obszary, gdzie znajdują się przeszkody. W przypadku pojawienia się tego typu informacji na wyświetlaczu, czasami widzimy tam obszar 360 stopni wokół samochodu. Dzieje się tak np. w autach z grupy Volkswagena czy w Renault. Czy oznacza to, że czujniki omiatają swoimi sensorami wszystkie krawędzie nadwozia?

Wbrew pozorom nie, ponieważ ich boczne wskazania są tylko sprytną sztuczką, którą stworzyły osoby odpowiadające za oprogramowanie dla samochodów. Auta nie mają fizycznych czujników bocznych. Sensory umieszczone są na zderzakach i krańcowe czujniki faktycznie są trochę z boku, ale nie na tyle, by wyczuć przeszkodę np. na łączeniu przednich i tylnych drzwi. Aby jakoś sobie z tym poradzić, oprogramowanie samochodu analizuje przeszkody znajdujące się przed i za nim, a następnie dodaje do tej analizy informacje o ruchu pojazdu.

Dla przykładu – trochę przed samochodem znajduje się przeszkoda w postaci krasnala ogrodowego. Przednie czujniki ją dostrzegają. Jeśli auto podjedzie trochę do przodu, ze skręconymi kołami tak, że krasnal będzie z boku – komputer analizuje ostatnią znaną pozycję przeszkody, którą dostał z czujników z przodu. Następnie oblicza o ile samochód ruszył do przodu jak bardzo były skręcone koła – i na tej podstawie estymuje gdzie krasnal aktualnie się znajduje. Takie działanie czujników łatwo jest zaobserwować zaraz po uruchomieniu auta, gdy nie ruszył się on z miejsca ani na metr. Wtedy boczne sektory są wygaszone i zaczynają działać, gdy samochód jakiś dystans przejedzie i czujniki przednie dostarczą jakichkolwiek informacji o przeszkodach. Z tego wynika również, że te wirtualne czujniki na drzwiach często są przewrażliwione. Dzieje się tak, bo programiści ubezpieczali się na wypadek pomyłki systemu obliczającego dystans albo poruszenie się obiektu.

2. Kamery

Drugim typem pomocy są kamery. Najbardziej standardowa jest ta, ulokowana z tyłu. Standardowa – nie oznacza, że oferowana w standardzie, bo w wielu modelach jest to element wyposażenia zarezerwowany dla droższych wersji, a czasami nawet wtedy trzeba za nią trochę dopłacić. Kolejnym krokiem w „okamerowaniu” samochodu jest układ zapewniający 360-stopniowe pole widzenia. Tutaj już nie ma problemu w braku fizycznych urządzeń elektronicznych, ponieważ zazwyczaj kamery montowane są w lusterkach, na atrapie chłodnicy i oferują naprawdę pełny obraz z lotu ptaka.

Temat kamer przytaczam jednak głównie ze względu na grupę PSA, która produkuje Ople, Peugeoty, Citroeny i DS-y. Tam bowiem mamy symulację widoku 360 stopni. Niektóre samochody z tego koncernu wyposażone są w kamerę tylko z tyłu, czasami dochodzi też sensor z przodu. Nie spotkałem się jednak z kamerami z boku – a wiele modeli widok z góry oferuje. Tutaj też do pracy zaprzęgnięty jest komputer, który tym razem analizuje widok z przedniej i tylnej kamery, a później dokłada do zbioru danych te związane z ruchem pojazdu. Następnie na podstawie odpowiednich algorytmów, nagrania z kamery z przodu lub tyłu, nanoszone są obszar z boku samochodu na wyświetlaczu, po zmianie perspektywy. Dlatego wsiadając do np. Peugeota z takim systemem, na początku obszary po bokach auta są czarne i dopiero po jakimś przejechanym dystansie, zaczynają się stopniowo rysować. Wygląda to tak, jak na obrazu głównym z tego tekstu.

Sztuczki są ciekawe i nie twierdzę, że ich obecność jest czymś złym – w końcu lepszy taki system, niż żaden. Warto jednak zdawać sobie z tego sprawę, że nie zawsze 360 stopni oznacza takie realne 360 stopni.

Powiązane artykuły