Co zrobić, aby saharyjski pył nie zostawił pamiątki na naszych furach?

Chyba każda osoba, której kiedyś zdarzyło się myć samochód, zna to uczucie. Wraca się z myjni lśniącymi czterema kółkami. Szklistość lakieru sprawia, że refleksy świetlne odbijane przez karoserię widać w sąsiednim powiecie. Zostawia się auto na parkingu, jeszcze raz napawając się jego czystością. A później tylko obserwuje z okna mieszkania burzowe chmury albo malunek na masce, którym ptak postanowił wyrazić uznanie dla czystości lakieru. W najbliższych dniach do grona zagrożeń dołączy kolejne.

Pochodzić będzie ono z południa, a konkretnie z terenów afrykańskich. To właśnie stamtąd, w ostatnich dniach kwietnia nadciągną ogromne masy pustynnego pyłu, który poderwany został w okolicach Sahary i przez niefortunnie wiejący wiatr, dotrze aż w mocno oddalone regiony Europy. Poza pyłem, nad Stary Kontynent dotrze też ciepłe powietrze, a termometry będą wskazywać nawet do 30 stopni.

To jednak by było na tyle, jeśli chodzi o pozytywne informacje związane z tym zjawiskiem pogodowym. Pył saharyjski, który dotrze do Polski nie będzie miał już praktycznie żadnych dobrych stron, bo pogorszy o jakość powietrza, widoczność, a także zabrudzi wszystko co się da.

Wliczając w to samochody

Dlatego jeśli ktoś ma w planach pojechanie swoim autem na myjnię, to najbliższe dni nie będą na to idealnym okresem. Chyba, że ktoś lubi jeździć tam często, bo po dosyć krótkim czasie na karoserii i tak osiądzie warstwa pomarańczowego, pustynnego nalotu. Lepiej zatem poczekać, aż sytuacja się unormuje i dopiero wtedy umyć samochód. Jak to zrobić? Zdecydowanie nie warto przecierać go najpierw ściereczką. Nawet najmiększe z nich sprawią, że drobinki piasku poszorują trochę o lakier, zostawiając na nim mikroryski. Optymalnym wyborem nie jest też myjnia automatyczna, bo jeśli wstępne płukanie nie usunie całego pyłu, to wkraczające po nim wirujące szczotki zagwarantują efekt wycierania samochodu ściereczką, ale pomnożony kilkadziesiąt razy.

Co zatem robić, aby nasz samochód był bezpieczny i nie wyglądał, jakby przed chwilą wrócił z rajdu Dakar? Najlepiej jest pojechać na myjnię bezdotykową i tam opłukać samemu nadwozie. Woda i odpowiednie ciśnienie zrobią swoje. Tego typu ablucję można zastosować albo w formie mycia zasadniczego, albo jako zabieg gwarantujący spokój ducha przed udaniem się na myjnię automatyczną. Wtedy o żadnych trwałych uszczerbkach na karoserii nie powinno być mowy.

Nie zaszkodzi też, gdy afrykańska ofensywa atmosferyczna już minie, wyczyścić filtry w samochodzie – kabinowy czy powietrza.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Powiązane artykuły