Peugeot 3008 i podróż ku najdziwniejszemu przejściu dla pieszych w Polsce – TEST

Dostając na kilka dni Peugeota 3008 od razu w głowie miałem klarowną wizję tego, gdzie chcę się nim udać w podróż testową. Słupeczno – miejsce, w którym powstało przejście dla pieszych. A ponieważ powstało ono pośród pól, to absurd tego rozwiązania chwilowo rozsławił tę wieś na całą Polskę. Ponieważ nie można wierzyć wszystkiemu, co wyczyta się w Internecie, postanowiłem sprawdzić jak się sprawy naprawdę mają.

Zanim o wrażeniach z jazdy opowiem, wypada odpowiedzieć na porcję pytań o Peugeocie – takich, na które ktoś zainteresowany tym samochodem chciałby poznać odpowiedź, albo chciałby, ale jeszcze o tym nie wie.

1. Co trzeba zrobić, aby Peugeot 3008 wyglądał tak, jak testowy?

Przede wszystkim wydać trzeba minimum 110 000 zł, aby wejść w posiadanie wersji Allure, w której obecne są srebrne wstawki na zderzakach i drzwiach – w tej cenie zawierają się też 18” felgi aluminiowe. Pełne światła LED z przodu oznaczają koszt 4500 zł. Na końcu zostaje lakier – za czarny o nazwie Perla Nera dopłacić trzeba 2700 zł.

Efekt takich wydatków jest jednak moim zdaniem wyjątkowo udany. Peugeota 3008 ogólnie uważam za jeden z najciekawiej zaprojektowanych SUV’ów na rynku, a w takiej czarnej wersji – niczym dla szefa mafii spod Montpellier, patrioty ekonomicznego – wygląda po prostu świetnie.

2. Jak światła LED wyglądają po zmroku?

Tak, że bez problemów przyciągną uwagę niejednej, postronnej osoby na ulicy. Zwłaszcza, gdy odpali się kierunkowskazy, który z przodu jest dynamiczny. Poza tym pełne LED’y naprawdę solidnie oświetlają drogę. Z tyłu diodowe światła pozycyjne oferowane są w standardzie i mają kształt imitujący zadrapania wykonane przez lwa. Jakkolwiek by jednak ich wzór interpretować – mnie się spodobały. Nie spodobało mi się za to zdecydowanie, że tylne kierunkowskazy oparte są o tradycyjne żarówki. Biorąc pod uwagę, że wszędzie indziej mamy diody, taki brak spójności jest bardzo widoczny.

3. Czym jest i-Cockpit?

Jest to filozofia projektowania wnętrz, którą wymyśliły najtęższe designerskie umysły Peugeota jakiś czas temu. W jej ramach w samochodzie montowana jest niewielka i spłaszczona kierownica, dzięki której elektroniczne zegary są widoczne nad nią, a nie tak jak to zwykle bywa – przez koło kierownicze. Dodatkowo za obsługę wielu systemów pokładowych odpowiada ekran dotykowy, który montowany jest w standardzie w każdym egzemplarzu.

4. Czy twórcy i-Cockpit powinni dostać nagrodę?

Moim zdaniem tak, choć nie wszyscy. Żabie udka na srebrnych półmiskach podawałbym ludziom odpowiedzialnym za układ kierownicy i zegarów. Działoby się tak, bo operowanie malutką kierownicą to po prostu ogromna frajda – znacznie większa niż w przypadku rozwiązań o standardowych kształtach. Wątpliwości mam tylko co do braku dolnego ramienia, przez co czasami po zmroku ciężko ogarnąć w jakiej pozycji jest kierownica – ale jest to trochę czepianie się. „Fajność” tego rozwiązania nie została dodatkowo okupiona ergonomią, bo odpowiednią pozycję za kierownicą zająłem równie szybko, co w zwykłych autach.

5. Kto zatem na żabie udka nie zasłużył?

Osoby, które zaproponowały, by panel klimatyzacji obsługiwany był z poziomu ekranu dotykowego. Sam wyświetlacz ma dobrą reakcję na dotyk, a ikony odpowiednią wielkość, ale konieczność przechodzenia do odrębnego menu, żeby np. zmienić temperaturę jest na dłuższą metę uciążliwa. Nie jakoś bardzo, ale jednak. Sytuację ratują przyciski pod ekranem, utrzymane w stylu lotniczych przełączników, dzięki którym nawigowanie po modułach przychodzi szybko. Poza walorami użytkowymi, wyglądają też po prostu ciekawie.

6. Czy zapach może być głośny?

Według tłumaczy interfejsu i osób owe tłumaczenia zatwierdzających – tak. Pomijając jednak tę językową wpadkę, to możliwość wyboru zapachu, który rozpościerać się będzie w kabinie „robi robotę”. Przekonałem się o tym podczas podróży do Słupeczna – więcej o tym powiem trochę później.

7. Jak wypada wnętrze pod kątem jakościowym?

Górne partie kokpitu doczekały się miłych dla oka, miękkich tworzyw. W paru miejscach na desce rozdzielczej i drzwiach znaleźć można materiałowe wstawki, a także srebrne elementy. Dolne fragmenty kabiny są twarde, ale nie kłują w oczy, a całość nie wydaje żadnych niepożądanych dźwięków. Jak na tę klasę samochodów, testowanemu Peugeotowi za jakość wykonania wystawiłbym ocenę bardzo dobrą.

8. Obsługa z okolic kierownicy też zasługuje na piątkę?

Co najwyżej na tróję z plusem, ze względu na nielogicznie pogrupowane przyciski na kierownicy (zmiana głośności pod lewym kciukiem, zmiana piosenek – pod prawym). Na końcową ocenę wpłynął też dżojstik tempomatu, pamiętający swoim kształtem końcówkę XX wieku. Wyzwalanie komputera pokładowego prawą manetką też nie jest szczytem ergonomii. Te wszystkie elementy nie doprowadzą oczywiście właściciela Peugeota 3008 do wizyty u lekarza i otrzymania skierowania na wyciszający turnus w sanatorium w Szczawnicy, ale konkurencja robi to po prostu lepiej.

9. Zegary są elektroniczne?

Tak – zestaw wskaźników w postaci ekranu LCD jest oferowany w każdym egzemplarzu 3008. Do wyboru mamy kilka tarcz o różnym zakresie informacji. Nie można ich sobie dowolnie modyfikować, trzeba opierać się o kilka predefiniowanych wzorów – ale są one na tyle zmyślne, że nie przeszkadzało mi to.

10. Jak wnętrze podświetlone jest w nocy?

Stylowo, bo białe podświetlenie instrumentów pokładowych, zgrabnie komponuje się z licznymi dekoracyjnymi LED’ami – obecnymi na drzwiach, tunelu środkowym, pod zegarami czy obrysowującymi kształt panoramicznego dachu. Klimat panujący w kabinie testowanego Peugeota po zmroku jest naprawdę super.

11. W 3008 może znaleźć się system kamer 360 stopni?

Nie – co prawda można uzyskać widok z lotu ptaka, ale jest on symulowany, ponieważ kamery (o kiepskiej jakości) znajdują się tylko z przodu i z tyłu. To co wyświetlane jest po bokach, jest efektem pracy komputera, który interpretuje nagrania z kamer i ruch pojazdu.

11. Jak wygląda kluczyk?

Solidnie, bo wykonany jest z dobrej jakości tworzywa. Mógłby być jednak według mnie trochę chudszy, łatwiej wtedy przechodziłby w „tryb ninja” w kieszeni.

12. Ile jest miejsca z tyłu?

Gdy ustawiłem przedni fotel „pod siebie” i usiadłem „za sobą”, to przy 185 cm wzrostu na nogi miałem jeszcze około 5-6 centymetrów, a nad głową – pomimo obecności panoramicznego dachu – margines wynosił jeszcze 1-2 cm. Zatem podróże z tyłu 3008, o ile przede mną nie siedziałby Shaquille O’Neal, byłby komfortowe.

13. A jak sytuacja z przestrzenią wygląda w bagażniku?

Liczy on 520 litrów pojemności i ma regularne kształty. Zawiodą się w nim miłośnicy zawieszania toreb z zakupami na uchwytach bocznych, bo w testowanym Peugeocie nie są one obecne. Można za to naładować coś, za pomocą gniazdka 12V.

14. Ile taki egzemplarz kosztuje?

Jeśli komuś 3008 naprawdę się podoba i chce konfigurując ten model uczynić go praktycznie tak dobrym, jak to tylko możliwe – to jest duża szansa, że finalnie otrzyma samochód zbliżony do testówki. Kosztuje ona bowiem około 165 000 zł i zawiera w sobie najmocniejszy silnik benzynowy 1.6 THP 180 KM i większość dodatków, które do tego modelu zostały przewidziane. Mamy tutaj chociażby nawigację (4000 zł), dostęp bezkluczykowy z elektryczną klapą bagażnika (4000 zł), pakiety Safety Plus i Drive Assist zawierające chociażby aktywny tempomat (4750 zł), panoramiczny dach (5800 zł) czy pakiet Advanced Grip Control (1400 zł). Do wersji „full wypas” brakuje tylko skórzanych siedzeń z elektryczną regulacją, pamięcią i masażem. Te elementy powiększyłby cenę łączną o kolejne 12 800 zł.

Trochę o Peugeocie 3008 już wiadomo, czas ruszyć w drogę…

Ulice centralnych części Warszawy, dzień pracujący, godzina 9:30 – nie mogłem przepuścić takich warunków i nie pokręcić się po mieście aby sprawdzić, jak radzi sobie w takim otoczeniu 3008. W kwestii dynamiki nie będę się rozwodził, bo turbodoładowane 180 KM mogłoby zostać rozdzielone na trzy samochody i od biedy każdym z nich w mieście można by się przemieszczać. Taka moc pod jedną maską Peugeota gwarantowała mi w pełni wystarczającego „kopa” bez względu na to, jaki miejski manewr – włączenie się do ruchu, czy start spod świateł – planowałem wykonać.

Wrażeń z jazdy miejskiej nie pogarszała skrzynia biegów – 1.6 THP połączone może być jedynie z 8-stopniowym automatem dwusprzęgłowym. Trafnie zmieniał on biegi, nie miał problemów z płynnością – więc podczas jazdy w mieście mało zaprzątał moją głowę. Zdecydowanie więcej mojej uwagi przykuła praca układu kierowniczego. Malutka kierownica w sytuacjach, gdy trzeba było nią bardziej pokręcić, najnormalniej w świecie wymiatała. Pozytywne wrażenia wynikające z jej gabarytów uzupełniał styl pracy układu kierowniczego – okazał się on bowiem być mocno wspomagany i żywo reagujący na każdy ruch. Sprawiało to, że w 3008 czułem się często jak w jakimś małym mieszczuchu. Czar pryskał, gdy przypomniałem sobie, że siedzę w sporej wielkości SUV’ie, ale gdy nie wjechałem w jakąś ciasną uliczkę, gdzie gabaryty zaczynały mieć znaczenie – miałem wrażenie kierowania autem zdecydowanie mniejszym. Na koniec warszawskich wojaży komputer pokładowy pokazywał spalanie równie 9,3 litra.

Wbrew temu co można dostrzec pod każdym parkingiem centrum handlowego – przeznaczeniem SUV’ów tych rozmiarów nie jest miasto, tylko trasa. Dlatego wyruszenie we właściwą drogę do Słupeczna postrzegałem jako punkt startu prawdziwego testu 3008. Mijając tabliczkę z napisem Zakręt (miejscowość na granicy Warszawy), oczami wyobraźni widziałem na niej napis „Żarty się skończyły”. Zanim to jednak nastąpiło, musiałem wydostać się ze stolicy, co w przypadku jazdy DK2 nie było ani przesadnie szybkie, ani przesadnie przyjemne.

Na szczęście na trasie widziałem już przygotowania do tego, by powolny wyjazd drogą krajową, z licznymi terenami zabudowanymi i światłami, zastąpić w przyszłości ekspresówkami. Konsekwencją podróżowania po placu budowy, którym w większości jest DK17, były częste ograniczenia prędkości do 60 km/h, zakazy wyprzedzania i ubytki nawierzchni. Nie były to jakieś ekscytujące warunki do jazdy, dlatego moja uwaga często skupiała się na otaczającej drogę budowie. Koordynacja setek osób, maszyn budowlanych, dostarczających materiały na dystansie dziesiątek kilometrów robiła wrażenie. Dla fanów budowy dróg DK17 gdy piszę te słowa (pierwsze półrocze 2019) jest obserwacyjnym eldorado.

Droga ta, ze swoimi ograniczeniami prędkości i wymuszeniem spokojnej jazdy, okazała się też idealnym miejscem dla miłośników niskiego spalania, ponieważ 1.6 THP pod maską testowanego Peugeota na odcinku Kołbiel – Garwolin (40 kilometrów, średnia prędkość 55 km/h) zużywał 5,4 l / 100 km.

Ekspresowa obwodnica Garwolina nie jest zbyt długa, więc pozwoliła mi sprawdzić co najwyżej podatność samochodu na boczne podmuchy wiatru – bo ich nie brakowało. Na szczęście na 3008 robiły one takie wrażenie, jak w czasie kryzysu milion boliwarów na mieszkańcu Wenezueli. Wystarczyło mocniej trzymać kierownicę, w kryzysowych sytuacjach lekko ją skontrować i samochód jechał tam, gdzie chciałem.

Niestety na fragmencie S17 wystarczyło mi czasu na odpalenie trybu Sport. Peugeot nie oferuje możliwości wyboru indywidualnego trybu jazdy – dostaje się w nim binarne sterowanie na zasadzie „wszystko albo nic”. Wybierając wszystko, pierwszym efektem była pracująca z podobną czułością, ale z wyraźnie większym oporem, kierownica. Drugą konsekwencją okazało się wyostrzenie pracy skrzyni biegów, która trzymała wyższe obroty i bardziej zdecydowanie reagowała na wciskanie pedału gazu. Takie połączenie jeszcze mógłbym przeżyć.

Dźwięku, który jest trzecim efektem trybu Sport – już zdecydowanie nic. Czynił on bowiem z całkiem nieźle brzmiącego czterocylindrowego 1.6 THP prawdziwego potwora, który ryczał i bulgotał przy każdym wciśnięciu pedału gazu. A nawet bez wciskania słychać było basowy pomruk. Dźwięk ten postrzegam jako tak przesadzony, tak sztuczny i tak obciachowy, że po prostu nie dawałem rady wytrzymać z nim dłużej niż 45 sekund, bez kończenia się skali w moim osobistym żenadometrze. Cytując Freda Flintstone’a – „nie wiem co twórca za to dostał, ale ja dałbym mu dożywocie”. Może nie do końca dożywocie, bo jednak tryb Sport można w 3008 wyłączyć, ale przynajmniej oddelegowałbym taką osobę do innych zajęć, niezwiązanych ze dźwiękiem.

Za obwodnicą Garwolina czekało mnie kolejnych kilkadziesiąt kilometrów po przebudowywanej DK17. Im bliżej Lublina, tym widziałem większe zaawansowanie prac – w wielu miejscach ruch odbywał się już po wybudowanej nitce przyszłej S17, tylko po jej jednej jezdni. Konieczność częstego hamowania na objazdach, zmiany prędkości 60 -> 90 -> 60, pozwoliły mi wydać o skrzyni biegów ostateczną opinię, która okazała się być bardzo pozytywna. Przekładnia jest szybka, szarpnięcia się jej praktycznie w ogóle nie zdarzają, co najwyżej czasami pojawiały się leciutkie przestoje w przyspieszaniu w momencie zmiany biegu, też dobrze reaguje na operowanie pedałem gazu. Jedyne do czego mógłbym się w niej przyczepić, to zbyt długie trzymanie wysokich obrotów po ostrym przyspieszaniu, które kończyłem przy odcince. Wtedy zrzucanie obrotów powinno następować szybciej. Ale skoro był to mój największy zarzut do skrzyni – to sami widzicie, że źle z nią nie jest.

Dojeżdżając do Kurowa, gdzie już na poważnie zaczynała się droga ekspresowa S17, komputer pokazywał średnie spalanie na poziomie 6,2 l / 100 km. Wtedy postanowiłem poświęcić się i ostatni raz włączyć tryb Sport, by pokazać jak 3008 mające 180 KM przyspiesza – i też wydać werdykt o silniku. 1.6 THP do samochodu pokroju testowanego Peugeota okazał w pełni zadowalającą jednostką w każdych warunkach. Zwiększanie prędkości po wyjazdach z terenu zabudowanego, wyprzedzanie na drogach krajowych czy ekspresowych – ani razu nie czułem, że brakowało mi mocy. Parę razy doświadczyłem za to przyjemnego, lekkiego wciśnięcia w fotel. NASA nie weźmie 3008 do siebie, by wykorzystywać je jako maszynę testującą wpływ przeciążeń na ludzi, ale dynamika tego samochodu naprawdę dawała radę.

Podróżując bezstresowo (przy 120 km/h silnik trzymał lekko ponad 2000 rpm) po S17 mój aparat węchu po raz kolejny został zaatakowany przez generator zapachów, w który wyposażony została testówka. Działał on sprytnie, bo nie wypuszczał intensywnego zapachu non stop, tylko odpowiednio go dozował – co jakiś czas czułem bowiem mocniejszy aromat, który po chwili znikał i musiałem się skupiać, by wyczuć jego obecność w kabinie. Biorąc pod uwagę, że jeden z oferowanych zapachów – Harmony Wood – wyjątkowo przypadł mi do gustu, to ten dodatek powitałem z otwartymi nozdrzami.

Zjeżdżając z dróg ekspresowych otaczających Lublin komputer pokładowy pokazywał średnie spalanie na poziomie 7,1 litra. Zostało ono uzyskane na dystansie 30 kilometrów, przy średniej prędkości 115 km/h. Jazda po z grubsza prostej i neutralnej  DK19 skłoniła mnie do refleksji nad zakrętami, które pokonałem wcześniej. Peugeot 3008 naprawdę fajnie sobie z nimi radził, ponieważ czułość i żwawość układu kierowniczego, obecna podczas jazdy miejskiej, została utrzymana przy wyższych prędkościach. Te cechy zostały oczywiście trochę przytemperowane, aby zapewnić należytą płynność prowadzenia, ale np. w zakręcie gdy chciałem skorygować tor jazdy, to stosunkowo niewielki ruch kierownicą, przekładał się na wyczuwalną i całkiem precyzyjną reakcję samochodu. Sprawiało to, że jak na cywilnego SUV’a – 3008 był, bardziej niż się spodziewałem, angażujący w prowadzeniu i dający z niego frajdę. Żałowałem, że przez dramatyczny dźwięk tryb Sport w tym modelu był dla mnie nieużywalny, bo wrażenia byłby jeszcze bardziej pozytywne.

Wygładzenie reakcji samochodu na ruchy kierownicą zostało podyktowane chociażby chęcią zapewnienia mu stabilności przy zastosowanym zawieszeniu – miękkim, jak na francuskie auto przystało. Generującym jednocześnie przechyły nadwozia, ale przy rozsądnej jeździe nie powodujące żadnego dyskomfortu.

O tym, jak radzą sobie amortyzatory z niedoskonałościami nawierzchni mogłem przekonać się u kresu podróży, ponieważ ostatnie kilkanaście kilometrów do Słupeczna pokonałem po drogach lokalnych na wschód od DK19. O śladowym ruchu, fajnych zmianach wysokości i naprawdę malowniczych widokach (fanom kontaktu z naturą i wiejskich krajobrazów polecam), ale również o kiepskiej jakości nawierzchni. Peugeot 3008 nie okazał się na nich być tak kanapowy jak np. Citroen C3 Aircross, którego testowałem jakiś czas temu. Wciąż jednak radził sobie z nierównościami kulturalnie pod kątem akustycznym, w wystarczającym stopniu je wygładzał i w połączeniu z bardzo wygodnymi fotelami – choć zapewniającymi kiepskie trzymanie boczne – zapewniał mi odpowiedni komfort. Generalnie po spędzeniu kilku godzin „w siodle” i wyjściu z auta dopiero w Słupecznie, a później znowu wejściu do niego i powrocie do Warszawy nie czułem się ani obolały, ani zmęczony. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że 3008 w długie trasy mógłbym jeździć.

W końcu dotarłem do celu mojej podróży. Przyznam, że czytając doniesienia medialne spodziewałem się, że przejście dla pieszych ulokowane zostanie na większym odludziu. Że natknę się na nie podróżując najpierw przynajmniej dwa kilometry przez las. Finalnie nie jest tak źle, bo zabudowania są w zasięgu wzroku i oddalone co najwyżej o kilkaset metrów – ale wciąż takie dopasione przejście dla pieszych w takim miejscu to totalny absurd, z którego nikt nigdy nie skorzysta. Chyba, że pijani mieszkańcy wracający z jakiejś imprezy, w celach czysto „bekowych”. Jak już ktoś chciał wykorzystać budżet, mógł postawić w tym miejscu przy drodze zadaszony automat do pinballa. Koszt byłby pewnie mniejszy, a korzyść dla społeczeństwa większa.

Kilkaset kilometrów spędzonych za kierownicą Peugeota 3008 wystarczyło, bym ten samochód naprawdę polubił. Przede wszystkim za genialnie leżącą w dłoniach, malutką kierownicę i wnętrze, które jest dobrze wykonane i nietuzinkowo zaprojektowane – trudno jest mi wskazać innego SUV’a popularnej marki, który miały równie oryginalny kokpit. Poza tym samochód spodobał mi się z wyglądu, nie zawiódł, a wręcz miło zaskoczył w kwestii prowadzenia, w wersji 1.6 THP zapewnił odpowiednią dynamikę. Jako elementy do poprawy w 3008 zaliczyłbym jedynie tryb Sport (aby był on bardziej konfigurowalny) i obsługę (fizyczny panel klimatyzacji, lepsze zagospodarowanie kierownicy przyciskami). Poza tym nie mam się do czego przyczepić i o ile ogólnie nie jestem wielkim fanem SUV’ów, to gdybym jednak musiał kupić jakiegoś dla siebie (i nie mógłby być on z segmentu premium), to 3008 byłby w ścisłej czołówce kandydatów. Bo skutecznie walczy on z nudą, która cechuje większość aut tego typu oferowanych w sprzedaży.

Droga powrotna do Warszawy przywitała mnie burzą śnieżną, dosyć niespodziewaną w kwietniu, a także widocznym powyżej, malowniczym zachodem słońca. To była naprawdę udana wycieczka. Gdyby urzędnicy ze Słupeczna i tak nie wydali na to przejście państwowych, czyli też moich pieniędzy – postawiłbym im piwo, za fajną inspirację na podróż.