DriveClub wydał na siebie wyrok w momencie premiery, a teraz jego śmierć została potwierdzona

DriveClub to idealny przykład tego, jak można uwalić grę niemal skazaną na sukces. Uwalić do takiego stopnia, że na kontynuacje szanse są porównywalne do awansu polskiej drużyny piłkarskiej do półfinału Ligi Mistrzów, studio odpowiedzialne za tytuł już nie istnieje, a sam DriveClub właśnie usłyszał datę wykonania na nim wyroku.

Bo tak śmiało nazwać można wyłączenie serwerów gry i wycofanie produkcji ze sprzedaży. To pierwsze działanie ma nastąpić 31 marca 2020 roku, a drugie – 31 sierpnia 2019. Gra nie umrze oczywiście w 100%, bo wysłannicy Sony nie będą pukać do drzwi osób, które już kupiły grę, z narzędziem do utylizacji płyt Blu-Ray w kieszeni. Jednak siłą DriveClub jest aspekt sieciowy. Tworzenie klubów, rywalizacja ze znajomymi i zupełnie obcymi osobami w licznych wyzwaniach. Bez tego elementu fani gry, którzy wciąż się jej trzymają, zostaną z martwym, smutnym kawałkiem kodu. Z grą, której zabrano jeden z jej najsilniejszych wyróżników.

Czyli można powiedzieć, że DriveClub wróci do swoich początków, kiedy serwery tej gry też nie działały – ale z zupełnie innych powodów niż koniec wsparcia. W 2013 roku, kiedy gra debiutowała na PlayStation 4 cierpiała na ogromne problemy techniczne. Jako fan samochodówek dorwałem swoją kopię na premierę i pamiętam, że przez dosyć długi czas jeździłem ze stale widocznym komunikatem o braku połączenia z serwerami.

Mocno mnie to wkurzało i sprawiło, że gdy twórcy uporali się z problemami, ja już swoje pojeździłem w singlu i zająłem się innymi grami. I w tym wydaje mi się wypada wypatrywać powodu, który uśmiercił DriveClub. Grę, która miała zapoczątkować jedną z flagowych wyścigowych serii na konsolach PlayStation. Przed premierą każdy, kto choć trochę lubi samochody i konsole jarał się DriveClub. Później pojawiły się opóźnienia premiery, a później gra pojawiła się w sklepach w wersji tak niedokończonej, że aż żal było patrzeć. Gdyby DriveClub był lodówką, to na premierę nie miałby agregatu, tylko korbkę, którą ręcznie można by rozprowadzać czynnik chłodzący. A gdyby popatrzeć tylko na moduł sieciowy, to agregat zastąpiony byłby kartką z koordynatami lasu w północnej Finlandii, ze średnią dobową temperaturą odpowiadającą tej, która powinna być w zamrażarce.

Hype na grę przez to opadał, a zamiast budować społeczność w najgorętszym, początkowym okresie – budowana była niechęć z powodu ograniczonej funkcjonalności. Część rzeczy działa od samego początku, bo jeździło się naprawdę przyjemnie, samochody wyglądały świetnie, a dynamiczne zmiany pory dnia do dzisiaj budzą respekt. Tak samo jak warunki atmosferyczne z najbardziej zaawansowanymi kroplami deszczu na szybie, jakie kiedykolwiek widziałem w grze wideo.

Ale jak widać to nie wystarczyło. Jeśli zatem ktoś odkładał przetestowanie tej gry – lepiej, aby przestał to robić i zaczął działać. A jeśli ktoś dalej w DriveClub gra, to powinien wycisnąć z tego tytułu w ostatnich miesiącach wszystko co się da, przy okazji rozglądając się już za jakąś multiplayerową alternatywą. Bo umówmy się – w dzisiejszych czas w grach wyścigowych to multiplayer jest na dłuższą metę kluczowy.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze